Siedzę w pokoju tak małym jak karton po telewizorze , na podłodze razem z kurzem i resztkami owadów . W zasięgu ręki mam wszystkie jego ściany i bez pochylania głowy czuję zapach każdej z nich. Przy mnie jak wierny pies buty , ubrania , torebki spakowane w worki i rzucone luzem , niepotrzebne i niechciane jedyni moi przyjaciele . Dotykam ich , nic nie czuję , próbuję poczuć i znowu nic. Stary pomarszczony taki jestem , mały zawadzający jak kamień w bucie taki się czuję . Chciałbym z tego wszystkiego co niepotrzebne i niechciane ulepić Twój wizerunek i mieć taką wiarę , żeby go ożywić. Jak w święta serce by się radowało radością prostą i szczerą , spełnioną oczekiwaniem cudu. Ja człowiek zbyt małej wiary , bardzo jestem nikczemny bo to przez moją ułomność ten cud powrotu nie stanie się nigdy.
