Przejdź do treści

Wpis 0673 - Miturinka

Zawsze pamiętaj że Cię Kocham
Pomiń menu
25.VI.2022
Widząc Piterka lekko nieobecnego , któremu czas zatrzymał zegar na godzinie oczekiwania , czułem dobrze znane uczucie radości pomieszanej z niepokojem.
       Prawie trzydzieści cztery lata temu to byłem ja , niespełna dekadę młodszy od Piterka. Zdawało się gotowy na życie , dorosły , samodzielny , ale dzisiaj wiem że raczej niedojrzały , niegotowy na stawienie czoła problemom. Oczekiwaliśmy z Dorotką naszego pierwszego dziecka. Termin porodu minął więc skierowana do szpitala młoda dwudziestoletnia dziewczynka (tak ją dzisiaj postrzegam) , ufna że powierza swój i dziecka los w bezpieczne ręce , spokojnie poddawała się kolejnym badaniom lekarzy i całej rzeszy przyszłych lekarzy. Jako że poród nie następował zapadła decyzja o jego wywołaniu. Dyżur miał ktoś kogo miałem okazję poznać podczas służby wojskowej. Zapamiętałem go jako bufona z wielkim ego i kompletnym brakiem empatii. Jedyne co potrafił zaordynować to trampki na przeziębienie i wazelinę na rozwolnienie. Jakim cudem lekarz leczący żołnierzy został ginekologiem??? Ten kuriozalny ginekolog miał opiekować się moją Dorotką , którą jak się okazało czekał bardzo dramatyczny poród. W związku z tym iż indukcja porodu nie dała oczekiwanych skutków stanęło przed nim zadanie podjęcia decyzji . Zapytany przez położną co mają robić dalej odpowiedział żeby zaczekać na zmianę obsady i niech się martwią mądre głowy.
       Nieoczekiwanie życie Dorotki i dziecka zawisło na włosku. Puls dziecka zaczął zanikać a Dorotka straciła przytomność i dostała drgawek. Dzięki bogu były już na oddziale mądre głowy. Cięcie cesarskie ratujące życie obydwojga pozostawiło wielką bliznę zniekształcającą brzuch , którą Dorotka nosiła już do końca życia. Dziecko owinięte pępowiną omal się nie udusiło. Nieprzytomną Dorotkę przewieziono na intensywną terapię , syna na obserwację.
       Wszystkiego o porodzie dowiedziałem się dużo później. Powiadomiono mnie tylko o stanie Dorotki i ze dziecko żyje. Byłem przerażony , nie dopuszczałem do siebie myśli że Dorotka walczy o życie. Nie wiedziałem co mam robić . Strach i żal mnie dławiły. Chciałem jechać do szpitala , nawet doczłapałem się do garażu i wsiadłem do taty Fiata. Niestety było mnie stać tylko na tyle. Siedziałem w ciemnym garażu , uderzałem rękami o kierownicę i płakałem , chyba jedyny raz w życiu płakałem tak głęboko , zanosząc się i tracąc oddech. Nie pamiętam co się działo dalej. Wieczorem dotarły do mnie wieści że Dorotka odzyskała przytomność i że mogę do niej przyjechać. Nie byłem w stanie tego zrobić , jak dziecko bałem się i jak dziecko nie sprostałem nieszczęściu. Żałuję tego tak bardzo jak tego że nie udało mi się odszukać Dorotki i powstrzymać przed śmiercią.
       Wiem  że tej nocy w szpitalu pytała się wielokrotnie czy jestem , potrzebowała mnie wtedy bardziej niż przytulenia dziecka. Zawiodłem ją , choć nigdy tego nie powiedziała. Gdy myślę o tym , czuję tę samotność jaką ona czuła wtedy i wiem że czuła ją w chwili śmierci i ogarnia mnie wielki smutek , tak wielki jak miłość jaka nas łączyła.
Wróć do spisu treści