Wczoraj wieczorem po ciężkim dniu kiedy już zrobiło się chłodniej , na w pół leżąc próbowałem coś napisać . W zasadzie pisząc próbowałem porozmawiać z Tobą . Taki patologiczny monolog , emocjonalna nekrofilia . Na szczęście odpadłem w porę i nie poszło to w internet. Kiedy to dzisiaj przeczytałem , to nawet jak na mnie było to straszne g...no . Bełkot w którym próbowałem połączyć sowa miłości z goryczą wylewającą się z serca , jak żywo przypominało to takie wspomnienia , które nie chcą się zatrzeć pomimo tego że na samą myśl o nich jestem zażenowany , wspomnienia w których sięgnąłem dna upokorzenia i szczytu pogardy dla samego siebie.
Dzisiejszy dzień nie zapowiada się lepiej. Znowu jest gorąco , a ubrania które lepią się do spoconego ciała nie poprawiają chwiejnego nastroju. Znowu ta cisza ( o której już pisałem) dzwoniąca w uszach , choć niewymowna to dręcząca wszystkimi niewypowiedzianymi słowami. Zamykam oczy i czuję jak spadam nieustannie w rytmie bijącego nerwowo serca. Otwieram oczy i widzę stopy , moje a jakby obce z posiniaczonymi paznokciami , pamiątką dnia kiedy Cię szukałem.
Można powiedzieć że dzisiaj jest piękna pogoda . Kiedyś pogoda taka cieszyła nas , mogliśmy po południu pojechać nad morze . Zabrać ze sobą niewiele , ot po prostu termos z mrożoną kawą, pudełko czereśni lub truskawek , zrolowany termo koc , parawan i mały składany leżak. Ja ubrany w krótkie spodenki i Ty w słomkowym kapeluszu z narzuconą na strój plażowy białą haftowaną koszulą pięknie kontrastującą z oliwkową opalenizną. Na twarzy twoje ulubione przeciwsłoneczne okulary przysłonięte falującymi na wietrze jasnymi włosami pozwijanymi w loki i oczywiście przewieszona przez ramię nieodzowna torebka . Ta w wydaniu plażowym zrobiona z trawy morskiej , Twoja ulubiona z wystającą z niej kolorową gazetą dla pań. Wszystko to dopełniał niegasnący uśmiech. Te chwile choć krótkie ale za to częste pachnące wodą morską i dudniące jego falami były jak balsam na monotonię codzienności , były azylem przed tą monotonią.
Teraz kiedy Ciebie nie ma czy mogę się cieszyć takim dniem , kiedy wszystko od słońca zaczynając przez czyjąś białą koszulę na oliwkowej opaleniźnie i okulary przeciwsłoneczne na włosach blond woła do mnie Twoim imieniem , woła pytaniem "gdzie jesteś" i z każdą sekundą wżera się w myśli jak sól.
