Kilka następnych dni minęło bezbarwnie. Ja świadomie czy też nie , unikałem spotkania z Beatą. Ona jakby w ogóle mnie nie zauważała. Nie powiem że sprawiało mi to wielką radość , ale jakoś dało się żyć. Może taki stan trwał by do końca obozu , ale "Los" nie odpuścił , żeby nie pomieszać jeszcze bardziej w moim życiu. Mniej więcej tydzień po mojej rozmowie w palarni natknąłem się w umywalni na Grzesia który , golił swoją dziobatą twarz szykując się chyba na podryw.
- Manio , masz coś po goleniu? – zapytał ścierając z twarzy resztki mydła
- Trzymaj - podałem mu buteleczkę
- Dzięki bracie! – ucieszył się i dodał – Idę dzisiaj na balecik na plażę , malutka Gosia załatwiła kratę wina .
- I co ona tak normalnie , bez cykora idzie z tobą w nocy na rzeź? – zapytałem lekko zdziwiony
- Człowieku to ostra zawodniczka. To ja raczej powinienem się obawiać. – odpowiedział poważnie Grzesiu
- A wygląda tak niepozornie – dorzuciłem
- Dobra spadam. Muszę jeszcze kupić fajki. – i wkładając sweter popędził w kierunku bramy.
- On się nigdy nie zmieni - powiedziałem sam do siebie , a jako że znałem go z ubiegłorocznego obozu moje przewidywania nie mijały się z prawdą.
Gdy już chciałem odejść zauważyłem na półce pod lustrem przy którym golił się Grzesiu coś błyszczącego. Była to grawerowana obrączka z przemysłowego srebra.
- Ludzie , cały Grzesiek nawet biżuterię nosi – próbując nałożyć obrączkę uśmiechałem się do siebie. Niestety ku mojemu zdziwieniu dopiero na mały palec udało mi się ją wetknąć i to tylko do połowy.
- No nie! Nie dość że erotoman to jeszcze rączki ma jak panienka- kręcąc głową wracałem do namiotu.
Następnego poranka na apelu panowało durze poruszenie. Zebrani coś między sobą szeptali . Wstałem później więc nie bardzo wiedziałem co się stało. Jednak kiedy zobaczyłem komendanta idącego w towarzystwie Grzesia , jeszcze jednego chłopaka oraz dziewczynę , wiedziałem że była wpadka. Zdziwiłem się tylko że nie było z nimi Gośki.
- Dzień dobry młodzieży – zaczął spokojnie komendant
- Z uwagi na pewne okoliczności których , nie będę wam wyjaśniał pożegnamy jutro tych młodych ludzi. Jednocześnie kieruję z tego miejsca apel do pewnej tajemniczej damy. Chciałbym jej powiedzieć że wiem kim jest ale skoro nie dała się złapać jak te tu ofiary daję jej jeszcze jedną szansę. To mówiąc spojrzał swoim wirującym okiem w kierunku Gośki , która stała za plecami dziewczyn ze spuszczoną głową.
Po śniadaniu siedziałem sam w palarni i czekałem na okazję żeby oddać Grześkowi jego zgubę , gdy nagle zjawiła się Beata.
- Cześć. Nie było Grześka? – zapytała
- Nie. Też na niego czekam – odpowiedziałem
- Jak by przyszedł to poproś go żeby przed wyjazdem oddał mi obrączkę – powiedziała i dodała – proszę nie zapomnij to dla mnie ważne
- Dobrze – odpowiedziałem dyskretnie chowając rękę z obrączką do kieszeni.
- Ale numer- pomyślałem - A byłem pewien że ona jest inna , a tu proszę taka nowina.
Nie wiem czy byłem na nią zły czy raczej dusiła mnie jakaś zawiść , postanowiłem nic Grześkowi nie mówić , a jej przy okazji oddać obrączkę z odpowiednim komentarzem. I pewnie bym tak zrobił gdyby nie kolejny psikus kapryśnego losu. Tego samego dnia wieczorem przy stole do ping-ponga spotkał mnie Włodek , który był kolegą Beaty z Wrocławia. Lubiłem go bo był bardzo spokojny i pomimo swojej rosłej sylwetki misiowato przyjacielski.
- Cześć Maniucha , zagrasz? – zapytał i nie czekając na odpowiedź podał mi paletkę
Zaserwował i przeszedł do swojej ulubionej formy gry w obronie. To niebywałe jakie potrafił wyciągać piłeczki. Nigdy więcej w życiu nie widziałem na żywo człowieka który umiałby tak grać. Odbijając wszystkie moje niezgrabne zagrania wygrywał ze mną do zera przy okazji ciągnąc opowieść.
- Słyszałeś jaki numer wywinął Grzesiek w nocy – i nie czekając na odpowiedź ciągnął dalej – poszli na plażę w czworo , mieli ze sobą skrzynkę wina. Spili się i kąpali na golasa. Nikt by ich nie nakrył gdyby nie to że w całą sprawę był wciągnięty ten wojak z magazynu. To on im załatwił alkohol i był umówiony z Gośką. Niestety go wykołowali. Z zemsty zakapował ich do komendanta. Zaprowadził go na plażę bo wiedział gdzie będą balowali. Komendant przyłapał jedną parę na robocie. Grzesiek chciał uciekać ale był z byt pijany i ta łajza magazynier go dopadł. Tylko Gośka nie wychodziła z wody a że było ciemno nie zauważyli jej. Komendant jako że jej nie złapał (choć wiedział że tam była) nie mógł jej nic zrobić bo by musiał wywalić żołnierza , a tego wolał nie robić.
- No to miała mała szczęście , bo by ją ojciec zabił. Grześkowi to zwisa bo on ma wiecznie jakieś tyły u starych - dodałem
- Ba to jeszcze nie koniec. Grzesiek podpierdzielił Beacie jej ulubioną obrączkę . Może ją chciał opchnąć za alkohol , a może ją opchnął. Tego się nie dowiemy bo już go nie ma. Podobno się spakował i wyjechał. Chyba miał tu jeszcze jakieś długi bo kilka osób go szukało. – zakończył opowieść Włodek ogrywając mnie do zera.
W zasadzie powinienem był się cieszyć z rozwoju wydarzeń. Beata była jednak w porządku. Nie bardzo tylko wiedziałem jak odkręcić sytuację żeby się nie wkopać . Po namyśle postanowiłem oddać jej obrączkę z jakimś banalnym wytłumaczeniem , jak by nie było to szkoda żeby się dziewczyna martwiła. Czekając na odpowiednią okazję poszedłem do palarni.
Trzymając w ręku obrączkę siedziałem i to było dziwne a czego sam nie zauważyłem , nie paliłem.
- Masz - usłyszałem czyjś głos i zobaczyłem jak Czoper podaje mi papierosa.
- Dzięki mam fajki – odpowiedziałem
- Dobrze się czujesz? – spytał przyglądając mi się dyskretnie
- Dobrze , a dlaczego pytasz? – zdziwiłem się i dopiero po chwili zrozumiałem że palarnia istotnie nie jest miejscem w którym się rozmyśla nie paląc.
- No w zasadzie nic , jeżeli ty mówisz że wszystko w porządku to znaczy w porządku – skwitował i zajął się szukaniem w pudełku dobrej zapałki.
Nie wiem jak długo czekał bym w palarni na Beatę gdyby nie Czoper :
- Jeżeli chciałbyś spotkać Beatę to siedzi na ławce przed naszym namiotem – i kierując wzrok w niebo puścił kółko z dymu
- Dzięki – odpowiedziałem niewyraźnie i siedziałem dalej zbierając się na odwagę
- Idź Maniek nie daj szczęściu czekać - dodał i pchnął mnie lekko w ramię
Tak zmobilizowany wstałem i krok za krokiem jak stara babka z zakupami potoczyłem się w kierunku namiotu. Trema ściskała mi gardło i myślałem że nie dam rady się odezwać. Jednak kiedy usiadłem obok niej wszystko stało się proste. Wyciągnąłem w jej kierunku otwartą dłoń na której leżała obrączka.
- Proszę. I nie martw się , zguba się znalazła – powiedziałem cicho i patrząc jak wiatr rozwiewa na polanie kłęby delikatnej waty z topoli modliłem się żeby ta chwila trwała wiecznie.
- Dziękuje. – powiedziała i spoglądając na mnie dodała – Dlaczego tak jest...?
- Jak jest? – zapytałem ściskając mocno dłońmi szczebel ławki
- Że rozmawiamy ze wszystkimi , a nie rozmawiamy ze sobą. Myślę że mielibyśmy dużo wspólnych tematów. – ciągnęła dalej wciąż mi się przyglądając
- Może się mylisz. Wydaje ci się , że jestem inny niż pozostali – odpowiedziałem puszczając z uścisku szczebel
- Nie mylę się – odpowiedziała stanowczo
W głowie miałem mętlik. Próbowałem raz po raz coś powiedzieć. Ona nie zwracając uwagi na moją nieporadność mówiła , mówiła i mówiła. Nie pamiętam jej słów. Pamiętam tylko jej delikatny śmiech i zapach letniego wieczoru , który już na zawsze będzie mi się kojarzył z odrobiną szczęścia.
