Jeszcze nie w pełni obudzony , jak pociąg podmiejski 5.30 ,
w półcieniu między dniem a nocą zanurzony do Ciebie tęsknię.
Niby wygodnie leżąc z rękoma pod głową w pozie marzyciela ,
patrzę przed siebie beznamiętnie wzrokiem przełamując ciemność.
Cichutko zegar odlicza chwile jak kiedy byłem dzieckiem w babci alkowie ,
jeszcze nie w pełni obudzony , niezdarnie przepędzam myśli w swojej głowie.
Nieustający ciężar w piersi czuję co nie pozwala mi zapomnieć ,
jak pusto w świecie pełnym ludzi jest tu bez Ciebie koło mnie.
Pierwsze zarysy dnia nowego przez uchyloną pchają się roletę ,
wstać muszę choć bym wolał do Ciebie wysłać swoją duszę.
