Niedospany, ziewnięciem rozcieram zlepione powieki,
ręką przeczesuję włosy.
Naciągam na przyrodzenie zmierzwioną koszulę,
przed lustrem życia stoję bosy.
Dniem wczorajszym patrzę jeszcze dzisiaj,
w odbiciu skrzydeł szukam.
Gaśnie światło zapalone życiem,
zamieram w bezruchu, na Ciebie czekam.