05.III.2023

Stoję oparty o filar za plecami tłumu niecierpliwie czekającego zakończenia. W leniwie brzmiących słowach pieśni wyczuwam przymus niechcianej obecności.
Nieporadność zachowań konwulsyjnie przebiega falami przez jego cielsko ciskając go na kolana to znowu z wyraźną ulgą podnosząc na równe nogi.
W pokutnej procesji młodzi nieświadomi znaczenia niosą symbol wiary. W ślad za nimi idą dzieci trzymane w ryzach niespokojnymi spojrzeniami rodziców.
Tuż przede mną stoi chłopiec twarzą zwrócony do majestatycznej kolumny wspierającej sklepienie świątyni. Wyciąga dłonie do góry jakby chciał się wspiąć po ceglanej konstrukcji. Zjego ust wydobywa się chory zwierzęcy chargot. Oczami wyobraźni widzę jego twarz z cechami charakterystycznymi dla otępienia, współczuję jego matce gwałtownie szarpiącej go za rękaw kurtki. Chłopiec odpada od filara jak wspinacz z zerwanej uprzęży. Jakież jest moje zaskoczenie kiedy ukazuje mi się jego twarz, twarz normalna nie wskazująca na chorobę. Tylko jego oczy nieobecne, jakby zatopione w filmie, nie mające kontaktu z otoczeniem, i ruchy podniesionych do góry rąk udających szpony potwora i ten nieludzki chargot jak ryk zwierzęcia. Czuję niepokój, chciałbym wyjść, nie wiem już czy współczuję jego matce stojącej beznamiętnie obok, czy raczej obarczam ją winą. Niepokój się nasila, mimowolne drżenie ciała jakby owianego chłodem i moje dłonie podświadomie szukające ukojenia, które dawała mi Twoja obecność. Gdzie jesteś? - myślę. Gdzie jesteś mój Boże? Czy jesteś w tym tłumie? Czy jesteś w tym chłopcu? Czy jesteś we mnie?