Przejdź do treści

Wpis 0518 - Miturinka

Zawsze pamiętaj że Cię Kocham
Pomiń menu
12.XI.2021 (opowieść przed wigilijna)
 Palcami zesztywniałymi na mrozie z trudem udało mi się wybrać odpowiedni klucz . Nawet pies bezpardonowo cisnął się przez ledwie co uchylone drzwi. Jeszcze tylko ostukałem buty z resztek śniegu i strzepnąłem go z kaptura Dorotki. Miłe ciepłe powietrze otuliło nasze twarze i lekkim mrowieniem przebiegło zziębnięte dłonie i stopy.
-Daj ubrania , trzeba je rozwiesić na grzejnikach żeby wyschły. Z butów powyciągaj wkładki i postaw je na półpiętrze - komenderowała Dorotka
-Poczekaj chwileczkę , niech mi wróci czucie w palcach, puki co nie mogę nawet rozpiąć zamka i jak tak dalej pójdzie to nasikam w spodnie - odpowiedziałem
-Daj ofiaro rozepnę zamek - z uśmiechem na twarzy pospieszyła mi z pomocą.
 Wspólnymi siłami rozebraliśmy się z przemoczonych ubrań , tylko pies który błyskawicznie ułożył się w swoim koszu leniwie spoglądał na nas zapadając w sen.
-Dorotka , włącz telewizor i puść "śniadaniówkę" powinna się była nagrać - zawołałem z kuchni
-Kawę ci zrobić ? - zapytałem
-Możesz zrobić i daj pierniczki , wczoraj kupiłam w Lidlu , powinny być w kredensie u góry - odpowiedziała
W drapałem się na krzesło i zacząłem przeszukiwać szafkę nad kredensem.
-Nie ma , na pewno tu schowałaś? A może zjadłaś?- zapytałem
-Specjalnie tam włożyłam żeby mnie nie kusiło. Były w takiej szarej papierowej torbie .
Dokładnie tak jak powiedziała , tak było. Nie przyszło mi do głowy że tak je zamaskowała.
-Kawę ci zrobię taką zimową z mlekiem i przyprawą korzenną - zerkając do pokoju zadałem retoryczne pytanie.
-Trochę się boję , żeby mi nie było ciężko po kawie z mlekiem - zmartwiła się
-Dodam karmelową Inkę , a mleka tyle żeby spienić piankę - pocieszyłem ją.
 Jak traktor zawarczał ekspres i po chwili w paradowałem do pokoju z dwoma świątecznymi kubkami pełnymi po brzegi kawy udekorowanej pianką z mleka posypaną cynamonem , cukrem waniliowym i  przyprawą korzenną.
-Ale pachnie - pochwaliła mnie Dorotka lekko mrużąc oczy z gazetą rozłożoną na kolanach
-Posłodziłem syropem z agawy ... a jeszcze pierniki... - odstawiłem kubki na ławę i wróciłem do kuchni po talerz z pierniczkami Norymberskimi.
Dorotka w między czasie wzięła pierwszy łyk i lekko oblizując pianę z ust spojrzała na mnie , a jej wzrok wyrażał to wszystko co chciałem jej dać. Spod blond czupryny zmierzwionej pod czapką , lekko przeczesanej palcami , uśmiechały się jej oczy , spokojne i kochające.
- Nie wiem czego dodają do tych ciastek , ale ta chemia smakuje jak nic na świecie - powiedziałem
- Tak już jest że wszystko co smaczne to nie do końca zdrowe- dodałem.
 Przez okno za naszymi plecami wpadały promienie zimowego intensywnego słońca , z siłą powieloną bielą wszechobecnego śniegu , który przez noc otulił świat grubą kołdrą. Z sypialni przyniosłem polarowy koc bogato zdobiony świątecznymi ornamentami . Opatuliliśmy się nim i przytuleni do siebie czuliśmy jak ciepło zaczyna wypełniać nasze ciała . Z telewizora sączył się obraz świątecznej krzątaniny w zainscenizowanej w studiu kuchni. Tak miło się zrobiło , że nawet pies przyczłapał do pokoju i ułożył się na kudłatym dywanie pod ławą.
 Wszystko co było mi potrzebne do szczęścia było przy mnie , świat pomalowany świeżym śniegiem i moja kochana dziewczyna.
Wróć do spisu treści