Przez następnych kilka dni nie widzieliśmy się z dziewczynami. Jak się potem okazało jeździły same nad morze. Na próżno czekałem na ławce z nadzieją że spotkam Grażynę. Już prawie się poddałem , gdy pewnego dnia los jeszcze raz uśmiechnął się do mnie.
Właśnie miałem zamiar wyjść do miasta zrobić zakupy , gdy nagle ktoś zastukał do drzwi.
Myśląc że za drzwiami stoi Szymek z którym byłem umówiony zawołałem:
- Wchodź!
- Dziękuję – w odpowiedzi usłyszałem znajomy głos i to nie był głos Szymka
Serce podeszło mi do gardła. Nie miałem odwagi podnieść głowy z nad butów które właśnie sznurowałem.
- Nie przeszkadzam? – zapytał znajomy głos
- Nie! – odpowiedziałem i w końcu odważyłem się podnieść głowę do góry.
Stała przy mnie Grażyna ubrana w luźną sukienkę rodem z filmu „HAIR”. Wyglądała całkiem fajnie. Co ja mówię była taka jaką chciałem ją zobaczyć. Na twarzy malował się jej ten szelmowski uśmiech.
- Co słychać? – zapytała i nie czekając na odpowiedź powiedziała – Trochę ostatnio jeździłyśmy nad morze ze znajomym brata. Chciałyśmy skorzystać z ładnej pogody.
Dopiero teraz zauważyłem jej ładną oliwkową opaleniznę.
- Widzę. Ładnie się opaliłaś. – odpowiedziałem
- Przez dwa dni nie będziemy jeździły. Pan Włodek ma służbę. Mamy w związku z tym propozycję na dzisiejszy wieczór. Jeżeli oczywiście nie macie innych planów? – zapytała spoglądając przez moje ramię do pokoju.
- Jeżeli chodzi o mnie nic nie planowałem i jak znam życie , Cypis też nie. – pośpiesznie odpowiedziałem bojąc się że może się rozmyślić i cofnąć propozycję .
- Mamy bilety na występ w Kasynie Garnizonowym – powiedziała i znowu zerknęła przez moje ramię do pokoju.
Dopiero teraz zorientował się że stoimy w drzwiach do przedpokoju. Ratując sytuację zrobiłem zapraszający gest ręką mówiąc:
- Przepraszam , wejdź – i tłumacząc się z mojej niegościnności dodałem – Zaskoczyłaś mnie. Prędzej śmierci bym się spodziewał niż ciebie.
- To źle? – zapytała
- Że przyszłaś? Nie , to bardzo dobrze- odpowiedziałem , ale ona jakby nie słuchając mojej odpowiedzi ciągnęła dalej oglądając z zainteresowaniem płyty i kasety leżące na półce.
- To źle że cię zaskoczyłam? Wydawało mi się że myślałeś o mnie – nie czekając na moją odpowiedź mówiła dalej oglądając napisy na pudełkach od taśm do magnetofonu – Led Zeppelin , AC/DC , King Krimson . Nie podejrzewałam cię , że słuchasz takiej muzyki
- Wypadłem bardziej na Drupiego lub Bony M ? – zapytałem z ironią w głosie
- Masz gitarę – powiedziała sięgając po instrument
- Umiesz na niej grać? – zapytała podając mi ją do ręki
- Nie! Kroję na niej chleb na kolację – odpowiedziałem i odstawiłem gitarę na miejsce
- Nie obrażaj się. To chyba dobrze że jesteś inny niż myślałam – usprawiedliwiała się
- Ty mi na to odpowiedz – powiedziałem w jej stylu i żeby nie drążyć dalej tego tematu zapytałem:
- O której i gdzie się spotkamy?
- Tak, prawda idziemy na występ. Spotkajmy się o szesnastej w Kasynie Garnizonowym – powiedziała i patrząc mi w oczy czekała na odpowiedź
- A nie możemy pójść razem z pod bloku – zapytałem
- Nie przepraszam ale nie będzie nas w domu. Obiad mamy w kasynie a później musimy zrobić jeszcze zakupy , ale po występie możemy jeszcze pójść na spacer – zaproponowała
Jej propozycja przypadła mi do gustu , więc skwapliwie przytaknąłem i po jej wyjściu popędziłem czym prędzej odszukać Cypisa. Zakupy wcisnąłem Szymkowi w zamian za dwie fajki z zapasów ojca.
Do godziny szesnastej wszystko było gotowe. Już dobry kwadrans przed czasem staliśmy w drzwiach kasyna bojąc się że dziewczyny nas nie zauważą.
Dokładnie o godzinie szesnastej w drzwiach kasyna stanęły dziewczyny. Odszykowane jak na galę w Filharmonii Narodowej. Całe szczęście że i my podeszliśmy do spotkania poważnie. Tak więc byliśmy czwórką młodych ludzi ubranych najbardziej odświętnie ze wszystkich widzów.
- Cześć! Dobrze że już jesteście – powiedziała na przywitanie Grażyna – zapowiada się miły wieczór – dodała
- Ekstra wyglądacie – rzucił gładki komplement Cypis
- Dzięki! W ogóle stanowimy wyróżniającą się ubiorem grupkę – odpowiedziała Grażyna i chwytając mnie pod pachę pociągnęła jak manekin w kierunku bileterki
Występ był raczej przeciętny. Składał się z różnego rodzaju form scenicznych w wykonaniu artystów w mundurach. Punktem kulminacyjnym występu był mały pokaz sztuk magicznych. Światowej (jak go przedstawiono) sławy iluzjonista czarował nas sztuczkami w rodzaju królika z kapelusza. Jednym z elementów występów miała być sztuka hipnozy i jasnowidzenia do której potrzebny był ochotnik z widowni. Z jakiegoś powodu padło na mnie czy to związku z brakiem innych chętnych , czy też bijącej z mojej twarzy naiwności pan iluzjonista poprosił mnie na scenę. Nie bardzo chciałem uczestniczyć w tej szopce , ale przymuszony brawami z widowni zachęcanej przez iluzjonistę i niewymownym spojrzeniem mojej sąsiadki w stylu "boisz się" , poczłapałem na scenę .
Z obawą wdrapałem się po dwóch. Wydarzenia potoczyły się lotem błyskawicy. Pan iluzjonista wiedział tyle o hipnozie ile ja o dziewczynach , a jego dar jasnowidzenia przypominał trafienie w „TOTKA”. Był jednak starym wygą i doskonale wiedział jak dobrać sobie pomocnika z widowni. W czasie gdy czarował ludzi wyciąganiem kart z moich kieszeni i z za kołnierza zrobił mi krótki wykład mówiąc mi na ucho
- Proszę udawać że cię zahipnotyzuję i robić dokładnie to o co cię poproszę.
- Ale ... – próbowałem wtrącić słowo
- Nie czas na wahanie – ciągnął dalej nie dając mi skończyć – ludzie patrzą. Wszystko pójdzie dobrze , zaufaj mi – rzucił ostateczny argument
Zgodziłem się kiwnięciem głowy.
Jak mi potem opowiadał Cypis występ z widowni wyglądał całkiem wiarygodnie. Wszyscy uwierzyli w to iż jestem zahipnotyzowany i że opadam bezwładnie w ramiona iluzjonisty a następnie podnoszę się do góry kierowany jego siłą woli. Nikt nie wątpił w to że pan magik telepatycznie bezbłędnie odgaduje wybrane przeze mnie karty , które wcześniej pokazał mi w ukryciu. Podziw wzbudziło odgadnięcie przez niego imienia dziewczyny z którą przyszedłem dzisiaj na występ. O ile poprzednie sztuczki były grubymi nićmi szyte o tyle ta ostatnia pozostaje do dzisiaj dla mnie zagadką i mogę co najwyżej podejrzewać że wszystko było wcześniej ukartowane.
Pan iluzjonista był wyjątkowo słownym magikiem i dotrzymał słowa , występ się udał. Więcej nie pamiętam z występu. Czułem się tak zestresowany jak kiedyś podczas konkursu recytatorskiego w szkole , kiedy to ze strachu nawet głos mi się zmienił osiągając niepowtarzalną barwę pana głosu pana Himilsbacha. Znieruchomiały długo siedziałem jeszcze na swoim miejscu po tym gdy ostatnie brawa przestały rozbrzmiewać na widowni.
Pewnie został bym tam do dzisiaj , gdyby nie czyjś cichy głos.
- Czas się budzić! A może hipnoza była prawdziwa? – śmiejąc się cicho ciągnęła mnie za rękę Grażyna
- No już wstajemy bo nas zamkną i zostaniemy tu do jutra – nalegała
- Mogą nas zamknąć , nie boję się ciemności – odparłem skołowany
- Ale w ten sposób minie nas spacer , a pogoda jest piękna – mówiła Grażyna ściskając mnie za rękę bym z powrotem nie opadł na siedzenie. Poddałem się jej naleganiom i wyszliśmy.
Po krótkiej chwili wędrowaliśmy sami przez park. Cypis z Gośką gdzieś się ulotnili. Nawet mi ich nie brakowało. Dłuższą chwilę milczeliśmy. Ja kopałem jakiś kamień dopóki nie stoczył się z pluskiem do wody , a Grażyna oskubywała wierzbową witkę z liści.
- Wiesz Mariusz , lubię cię – zaczęła Grażyna
- Ja.... – próbowałem powiedzieć coś co dojrzewało mi w głowie
- Proszę , pozwól mi skończyć – zaprotestowała i zachodząc mi drogę przez chwilę szła tyłem patrząc w moje oczy – Lubię cię , ale za dwa dni wyjeżdżam i raczej nigdy więcej się nie spotkamy. Uwierz w siebie jesteś fajnym chłopakiem i na pewno będziesz miał kiedyś dziewczynę swoich marzeń - powiedział i patrząc gdzieś daleko jak bym nie istniał dodała ze smutkiem - Ja nią nie jestem.
Zatrzymałem się czując jak na zmianę zalewa mnie fala radości i smutku.
- Nie mówisz tego z litości? – zapytałem
- Spójrz mi w oczy i powiedz czy tak wygląda litość – poprosiła
W jej oczach był smutek , ale nie było litości. Dzisiaj już nie jestem pewien ale wydaje mi się że zaszły łzami , choć żadna z nich nie spłynęła po policzku. Chciałem ją pocieszyć ale ona stanowczo nie dała mi dojść do głosu gestem ręki nakazując milczenie.
- Proszę cię nic nie mów , ja wszystko wiem. Ale jeżeli to co wiem jest prawdą zachowaj te słowa na inny czas i dla innej osoby – prosiła starając się odnaleźć mój wzrok
Poczułem ulgę w sercu i zrozumiałem , że nasz czas dobiegał końca. W ciszy wracaliśmy do domu. Jeszcze raz dorosłość Grażyny wzięła górę nad moją młodzieńczą bezradnością.
- Powiedz mi teraz prawdę , umiesz grać na gitarze? - zapytała zmieniając temat
- Umiem. Ale żałuję że nie tak dobrze żeby zmienić przeznaczenie...-próbowałem jeszcze wrócić do naszej rozmowy z parku
- Proszę? – błagalnie poprosiła Grażyna
Nim zdążyłem cokolwiek powiedzieć zniknęła za drzwiami mieszkania i zostawiła mnie samego na schodach. Zrezygnowany a zarazem na swój sposób szczęśliwy powędrowałem do domu i tego dnia już z niego nie wychodziłem. Słuchałem muzyki , patrzyłem przez okno na dymiący komin płatkarni i starałem się zrozumieć to co się stało.
Przez następne dwa dni próbowałem jeszcze spotkać się z Grażyną. Odważyłem się nawet zapukać parę razy do jej drzwi. Nikt jednak mi nie otworzył , choć mógł bym przysiąc że słyszałem za nimi czyjeś głosy.
Dwa dni później zupełnie przypadkowo (widocznie los tak chciał) zobaczyłem ją jeszcze raz jak z plecakiem na plecach szła po chodniku ulicą Górską. Zanim zdążyłem zbiec na dół była już daleko głos zamarł mi w gardle i nie zdołałem wydobyć z siebie żadnego słowa. Ona w tym czasie skręciła w ulicę Orzeszkową i zniknęła. Nie miałem odwagi jej gonić. Jedyne na co było mnie stać , to pójść na tory i czekać na łut szczęścia że zobaczę ją w oknie przejeżdżającego pociągu. Jak się potem dowiedziałem do Zielonej Góry jedzie się przez Szczecin. Tak więc nie mogłem jej zobaczyć. Jej pociąg pojechał w inną stronę.
Nie wystarczyło mi nigdy odwagi by zdobyć jej adres. Nie zapytałem się o nią nigdy Gośki która przyjeżdżała jeszcze parę razy w wakacje. Zrozumiałem że wszystko co dała mi ta znajomość już zostało odebrane. Nauczyłem się szanować los i znosić jego wyroki z pokorą wierząc , że mój czas nadejdzie. Czasami tylko gdy zdarzy mi się przejeżdżać koło mojego dawnego mieszkania na Nowym Świecie oczami wyobraźni widzę jej twarz zasnutą mgłą niepamięci i jej postać idącą z plecakiem ulicą Górską w dół.
W jednym miała rację , nie ona była mi przeznaczona ale Dorotka , a znajomość z nią ugruntowała we mnie pewność że miłość powinna być romantyczna i to starałem się dawać , żeby moja kochana jak hejnał z wierzy Mariackiej codziennie słyszała jakieś słowo miłości.
Gdy kilkanaście lat temu Dorotka czytała te wspomnienia , była zazdrosna kobiecą zazdrością , czego nie ukrywała . Widziałem jednak w jej oczach dumę , że to ona jest dla mnie najważniejsza.
Gdy kilkanaście lat temu Dorotka czytała te wspomnienia , była zazdrosna kobiecą zazdrością , czego nie ukrywała . Widziałem jednak w jej oczach dumę , że to ona jest dla mnie najważniejsza.
