Za oknem świat skrzył się w żywych kolorach późnej jesieni wyostrzonych jasnym światłem przedpołudniowego grudniowego słońca. To ożywcze światło malowało refleksy na szybach dopiero co umytych okien. W pokoju pachniało świeżością wyprasowanych zasłon , które Dorotka zamierzała powiesić finalizując w ten sposób przedświąteczne porządki. Właśnie rozstawiłem jej przy jednym z okien drabinkę przyniesioną z piwnicy i już chciałem się na nią wspiąć gdy Dorotka zagrodziła mi ostentacyjnie drogę :
- Ja sama powieszę , tylko mi zdejmij karnisz i przytrzymaj zasłonki żebym ich nie pogniotła - mówiąc to już stała na najwyższym stopniu drabinki.
- Poczekaj przyniosę krzesło , będzie mi wygodniej bo z podłogi ledwie sięgam do karnisza - odpowiedziałem.
Na szczęście pałąki karniszy nie były przykręcone imbusami a jedynie leżały lekko wciśnięte w uchwyty. Podałem Dorotce zasłonkę a sam robiąc za stojak trzymałem karnisz na który z dużą wprawą nawlekała oczka wytrasowane w górnej zakładce zasłonki .
-Bardzo się cieszę że kupiłam w ubiegłym roku te zasłonki , naprawdę czasami warto wydać parę złotych więcej . Zobacz nawet nie musiałam ich prasować , po wyjęciu z pralki wcale nie były pogniecione - zachwycona zachwalała jakość materiału
-Firanki też będziesz wieszała? - zapytałem
-Myślę że nie , mam te drewniane gwiazdki na tasiemkach . Powieszę je zamiast firanek - odpowiedziała
-Myślę że będzie "zaje-fajnie" - mrużąc oczy poparłem jej pomysł i oczami wyobraźni widziałem już pokój pełen świątecznych ozdób pachnący choinką.
Po godzinie pozostało nam tylko do udekorowania okno w kuchni dla którego Dorotka zamówiła specjalną firankę. Jako że w kuchni karnisz był innego typu , ukryty za maskownicą i wszystko trzeba było upinać żabkami , nie musiałem już udawać stojaka. Mając obie ręce wolne stałem przy drabince na której stała Dorotka i z braku zajęcia obejmowałem ją za uda , udając że zabezpieczam jej prace na wysokości. Trochę jej to utrudniało balansowanie z rękoma podniesionymi do góry , ale sprawiało jej to chyba dziecinną radość bo nic nie mówiąc co chwilę udawała że traci równowagę , żebym ją mocniej obejmował. Właśnie upięła ostatnią żabkę i jeszcze tylko wyrównała powstałe zakładki na powieszonej firance i delikatnie zsunęła się z drabinki w moje ramiona , kątem oka patrząc z podziwem na swoje dzieło okienne.
-Pięknie wygląda , nawet panie u krawcowej mówiły że im się podoba - powiedziała.
Firanka skrywająca okno swoim wzorem jakby udawała padający śnieg , jej biel i delikatny zapach płynu do płukania tkanin dopełniały magii tej chwili. Tak obejmując ją w pasie spoglądałem przez czubek jej głowy na to zwykłe kuchenne okno , które za sprawą Dorotki stało się wrotami pomiędzy naszym obecnym światem miłości i magicznym światem zbliżających się świąt.
Dzisiaj gdy pierwszy z nich stał się bardziej nierealny i mistyczny niż ten który tworzyła nasza wyobraźnia , nie wiem czy będę miał siłę spojrzeć przez okno w poszukiwaniu świąt.
