"Pierwszy uśmiech"
Stałem w zakrysti ubrany w szynel wojskowy z małą białą gitarą przewieszoną przez ramię . Od drzwi witał mnie żartujący z mojej brodatej twarzy szeroko uśmiechający się Tadeusz , którego cała postać zdawała się uczestniczyć w tym uśmiechu. W zakrysti na ławkach siedziały dziewczyny szczebiocząc coś między sobą. Był też między nimi January. Oficjalnej prezentacji dokonał Jacek , za którego namową zjawiłem się na próbie scholi. Obecni popatrzyli na potencjalnego nowego muzyka i śmiejąc się z żartów Tadeusza wrócili do przerwanych pogaduszek. Podszedł do mnie January i przedstawił mi się w swoim wyszukanym stylu. Uścisnąłem jego dłoń , która miała dwa najmniejsze palce przykurczone. Biorąc pod uwagę jego dostojne maniery i przykurczone palce pomyślałem że jest członkiem loży masońskiej. Widok Januarego ubranego w strój odświętny masona sprawił że uśmiechnąłem się do niego. Jak w lustrze zobaczyłem jego uśmiech i od tej chwili zostaliśmy na lata dobrymi przyjaciółmi.
Jako że schola miała za sobą kilka spotkań siłą rzeczy już po chwili nikt się mną nie interesował , a ja miałem czas spokojnie przyjrzeć się zebranym. W skład scholi wchodziły dziewczyny w większości młodsze ode mnie o kilka lat , a biorąc pod uwagę mój dojrzały wygląd czułem się bardziej jak ich ojciec niż kolega. Wśród dziewczyn prym wiodła Maśka. Pomiędzy nimi uwijał się energicznie Jacek , a January majestatycznie górował nad wszystkimi siedząc z gitarą na ławce. Była też wesoła z natury Mariola i bardziej poważne Marzena , Iwona i Iza. Szczególną uwagę zwróciłem na dwie dziewczyny , które jak mi się wydawało znały się dobrze poza scholą. Anka wysoka z czarnymi włosami i takimi samymi ciemnymi oczami o twarzy poważnej, na której tylko z rzadka pojawiał się nikły grymas przypominający uśmiech. Dorotka niższa od niej o głowę o jasnych falujących włosach , oczach jakby piwnych pełnych radości i twarzy którą zawsze gdy z kimś rozmawiała rozpromieniał naturalny szczery uśmiech. Były swoim przeciwieństwem ale i dopełnieniem. Anka podobała mi się i dzięki niej nieprzekonany do tej pory nabrałem chęci do swojego uczestnictwa w scholi. Dzięki Dorotce poczułem się w tym nowym otoczeniu jak u siebie.
Cztery uśmiechy , każdy z nich inny ale jednocześnie każdy najważniejszy. To dzięki nim ukształtował się przyszły mój świat. Pierwszy z nich , szeroki , jowialny , zachęcający do bycia członkiem jego maleńkiej rodziny. Drugi szczery , przyjacielski , skrywający człowieka o bardzo bogatej duszy innego niż czasy w których przyszło mu żyć . Trzeci nikły, budzący miły niepokój a jednocześnie onieśmielający swoją tajemniczością. I czwarty ciepły , otwarty , na wskroś szczery , wręcz zmuszający do uśmiechu , dający radość.
