05.VII.2022
Nieoczekiwanie pogoda w Pobierowie okazała się wyjątkowo ładna. Wieczorne słońce jeszcze dawało z siebie wszystko i pomimo późnej godziny plaża była pełna turystów. Dopełnieniem tej sielanki malującej się na mocno opalonych twarzach była zaskakująco ciepła woda dająca wytchnienie po upalnym dniu amatorom morskich fal. Nie byliśmy przygotowani na taką sytuację i zdjąwszy co się dało , pozostaliśmy w zakasanych do kolan spodniach i zobnażonymi bladymi torsami. Jedynie Ignacy korzystając z prawa wieku rozebrał się do rosołu i pomimo nagabywań ze strony trochę zawstydzonego taty nie dał sobie ograniczyć wolności kąpielówkami , akcentując to ostentacyjnym sikaniem na piasek. Oddałem klucze od samochodu pod opiekę Piterkowi i ustawiwszy się w wodzie po kolana asekurowałem Ignacego biegającego to do wody to na wędrówkę między plażowiczami. Widać było jak wielką frajdę sprawia mu ta wycieczka nad morze , na przemian do śpiewał swoje wymyślane piosenki to nawoływał tatę do uczestniczenia w szaleństwach. Widać też było jego początkową obawę przed falami które jedna za drugą zabierały mu piasek z pod nóg , zamazywały rysowane esy-floresy i zatapiały rzucane kamyczki. Aby go ośmielić i pokazać że w obecności dziadka nic mu nie grozi złapałem go pod pachy i krzyczącego o ratunek zaniosłem na pobliską płyciznę , gdzie postawiłem po pas w wodzie i patrzyłem jak małe fale zalewają go po szyję. Długo tam nie wytrwał , musiałem go odnieść na brzeg , ale na tyle się rozzuchwalił że sam wchodził już do wody i cieszył się każdą nadpływającą falą , która załamując się tuż przy brzegu zatapiała go całego w białej spienionej kipieli. Te zabawy przypomniały mi czasy kiedy to ja byłem tatą a stojący nieopodal Piterek był takim małym chłopcem jak Ignacy i gdy tylko wróciły do mnie te chwile , chwyciłem Ignacego za ręce i zrobiłem mu taką samą szaloną karuzelę jak prawie trzydzieści lat temu swoim (i nie tylko) dzieciom. Ignacy okazał się nieodrodnym synem swojego ojca i tak mu się spodobało , że najpierw wykończył tym kręceniem mnie , następnie tatę i ponownie mnie i ponownie tatę… Kręciliśmy go tak na zmianę , a gdy mu się znudziła karuzela za ręce to kręciliśmy go za nogi. Suma summarum choć krótki to jednak bardzo intensywny wieczór tak Ignacego wyczerpał że ubrany w koszulkę taty nie protestował gdy wracaliśmy do samochodu.
Gdy jechaliśmy prawie pustą drogą do domu wracały do mnie migawki chwil spędzonych na plaży , kiedy stojąc w wodzie wzrokiem wodziłem dookoła podświadomie wypatrując Twojego koszyka i głowy ubranej w słomkowy kapelusz spoglądającej przez przeciwsłoneczne okulary na mnie. Stojąc tak bezradnie mierzyłem każdą kobiecą sylwetkę szukając tak dobrze mi znanej Twojej , w każdym plażowym stroju szukałem Twoich barw. Myśli te ciężkie jak ołów coraz bardziej mnie przygniatały. Gorycz jaką czułem widząc w tych wspomnieniach z plaży pary starszych ludzi idących razem brzegiem morza , pożerały przyszłość w której nie zestarzeję się z Tobą a raczej uschnę , zwiędnę i zgorzknieję samotnie.
