Przejdź do treści

Wpis 0718 - Miturinka

Zawsze pamiętaj że Cię Kocham
Pomiń menu
21-24.IX.2012 (Srebrne Gody cz.3)

        Jeszcze się nie przebudziłem na dobre a już bezwiednie szukałem ręką na posłaniu obok, mojej kochanej dziewczyny. Posłanie choć puste jeszcze było ciepłe. Z trudem przekręciłem się na plecy wydostając swoje ciało ze szczeliny pomiędzy materacami. Jak się okazało (pomimo wybrania w ofercie hotelu opcji łoża małżeńskiego) były to dwa materace zsunięte do siebie i przykryte jedną pościelą. To rozwiązanie powodowało że chcąc przytulić się do Dorotki siłą rzeczy wpadałem w tę nieszczęsną szczelinę pomiędzy materacami.
       Nim otworzyłem zaspane powieki usłyszałem cichą krzątaninę w łazience.
-Dorcia! – zawołałem
W odpowiedzi wychyliła się jej głowa z łazienki ze spiętymi do tyłu włosami i lśniącą od wody i uśmiechu twarzą.
-Tak? – zapytała
-Gdzie się podziałaś , chciałem się przytulić a tu pusto? – przeciągając się odchyliłem kołdrę – No choć, proszę.
Podeszła do łóżka i pocałowała mnie jednocześnie zakrywając kołdrę.
-Nie ma czasu, muszę się jeszcze podmalować i pójdziemy na śniadanie. - powiedziała.
-A ty powoli wstawaj. Pamiętaj że dzisiaj niedziela i trzeba iść do kościoła, a jeszcze mieliśmy w planie wycieczkę na Hel. – dodała.
-Ty niewdzięczna kobieto! – udając smutek jeszcze raz przeciągnąłem się.
Niestety miała rację, harmonogram dnia mieliśmy napięty. Oprócz mszy i wycieczki na Hel musieliśmy jeszcze odebrać Pawła z wesela.
        Szybkie śniadanie, msza w bazylice mariackiej i już byliśmy w drodze po Pawła. Kaszuby pełne jezior i lasów, pofalowane wzgórzami. Chyba niedocenione. Tak to już w naszym kraju jest, że jak góry to Tatry, a jak jeziora to Mazury. Ludzie podążają za modą, ważne co się wpisze na portalu a nie co zobaczy. Dumnie brzmi wpis „urlop spędziłem u Gołębiewskiego w Mikołajkach…” , a kim stajesz się w oczach anonimowych odbiorców pisząc „urlop spędziłem we Wdzydzach…” ?
        Tak więc oglądając piękno kaszub (niestety tylko przez okno w samochodzie) odszukaliśmy na odludziu ośrodek agroturystyczny. Nie chcąc robić nikomu kłopotu, zaparkowaliśmy przed wjazdem na teren ośrodka i powiadomiliśmy telefonicznie Pawła że czekamy. Po jakimś kwadransie pojawił się Paweł w towarzystwie Dominika. Patrzyłem na Dominika i nie mogłem uwierzyć że jest już mężczyzną. Jego szczupła sylwetka , chłopięca twarz i chłopięcy piskliwy jeszcze głos, mocno kontrastowały z wizerunkiem głowy rodziny i przyszłego ojca. Tak po prawdzie to były raczej nie uzasadnione wątpliwości, dwadzieścia pięć lat temu moja Dorotka była ledwie dziewiętnastoletnią dziewczynką a ja też nie wyglądałem na rasowego mężczyznę.
        Zabrawszy Pawła skierowałem się w drogę powrotną do Gdańska, a Dorotka zasypywała Pawła pytaniami o ślub i wesele. Z odpowiedzi wyłaniał się obraz uroczystości na których spotkały się dwa odmienne światy. Świat kaszubów osadzonych głęboko w swojej tradycji , przeplatanej przywiązaniem do religii i tradycji i drugi świat tak charakterystyczny dla zachodniej polski, świat ludzi wywodzących się w poprzednich pokoleniach z podobnych jak kaszubi społeczeństw ale oderwanych od nich od dziecka i dorastających według samemu stworzonych wzorców.
        Pytaniom nie było końca. Co chwilę Dorotka wybuchała śmiechem który wywoływały opowieści Pawła. A to opowieść o uroczystym odśpiewaniu przez zebranych gości „Kiedy ranne wstają zorze”, a to inne wesołe sytuacje z wesela.W tak wesołej atmosferze przeplatanej opowieściami i śmiechem dotarliśmy do Gdańska, gdzie po szybkiej pizzy odstawiliśmy Pawła na pociąg.
        Teraz nasza droga prowadziła na Hel. Pierwotnie myślałem żeby udać się tam statkiem wycieczkowym z Gdyni, ale niestety taka wycieczka zajęła by nam więcej czasu. Na szczęście lata kiedy przejazd samochodem przez mierzeję był z powodów militarnych utrudniony minęły. Bez zatrzymywania się mijaliśmy kultowe (zwłaszcza dla warszawki miejscowości) Władysławowo, Kuźnice, Jastarnie i znane z piosenek Chałupy i Juratę. Mijaliśmy też nowe oblicze półwyspu, mekki windsurferów a zwłaszcza kitesurferów. Po stronie zatoki ciągnęły się kilometrami rozstawione na plaży przyczepy kempingowe różnej maści, zaplecze ludzi stawiających w sezonie swoje latawce w płytkiej wodzie zatoki. Na wysokości Władysławowa złapała na silna ulewa. Jako że wiało ze wschodu szybko przedostaliśmy się przez nią i tylko wielkie kałuże zakrywające dużymi połaciami asfalt w miejscach zagłębień świadczyły o jej intensywności. Trzymając mocno kierownicę co chwila szarpaną przez opór jaki kołom stawiały kałuże, dotarliśmy w końcu do Helu. Opustoszałe uliczki, czy to z powodu pory roku czy też pogody nie oddawały zapewne wakacyjnej atmosfery tego miejsca. Zaparkowawszy samochód na parkingu przed marketem, gdzie tylko jakiś zastały sezonowy uliczny grajek był wspomnieniem lata, udaliśmy się pieszo w stronę drewnianego bulwaru z tarasami widokowymi. Wiał silny wiatr pędząc kłębiaste chmury nad półwyspem. Tak właśnie sobie wyobrażałem Hel, miejscowość otoczoną z trzech stron morzem. Dominujący w powietrzu zapach morza, silny wiatr i duża wilgotność zakręcająca w pierścionki pasemka włosów Dorotki. Przycupnęliśmy na jednym z  tarasów widokowych i opatuleni szalami, przytuleni do siebie patrzyliśmy na pojedynczych windsurferów korzystających z silnego wiatru i łopoczące na wietrze latawce kitesurferów stojących po pas w wodzie w dużej odległości od brzegu.
        Na tym właśnie bulwarze powstały moje ukochane zdjęcia, na których rozpromieniona przebłyskami jesiennego słońca, oplatana porywami wiatru uśmiecha się do mnie Dorotka. Taką Ją pamiętam, taki Jej uśmiech jest dla mnie nie pisanym słowem miłości, taki Jej spokój malujący się na radosnej twarzy jest najpiękniejszym wspomnieniem. Jak by chciały nam powiedzieć te zdjęcia, …dopełniło się…
… siedzę w małym pokoju pełnym Twoich przedmiotów, pełnym zdjęć, a wszystko przesiąknięte wspomnieniami. Drżą mi ręce. Nie wiem czy z radości odczuwanej gdy na Nas patrzę, czy z żalu po Tobie.
Wróć do spisu treści