Smutny , ktoś by powiedział dzień gdy pada drobny deszcz i wiatr nim szyb nie zamiata. Gdyby nie ten lustrzany blask wszechobecnej wody można by nawet nie zauważyć że siąpi . Smutny też dlatego że niebo bez odrobiny słońca jest posępne , jedynie pomalowane chmurami szarymi jak kłęby kurzu pod szafą. Pomimo tych odcieni i przygnebiającej narracji deszczu lubiłem ten dekadencki nastrój . Dawał nam chwile spokoju , usprawiedliwiając nic nierobienie i tą błogą ciszę w której siedziałaś obok mnie okryta delikatnie kocem (tak dla podtrzymania nastroju) i leniwie acz kolwiek z zainteresowaniem czytałaś gazety , które czasami tygodniami leżały na szafce czekając tego deszczu byś w końcu je przejrzała uwalniając delikatny zapach zadrukowanych stron. Może i w tej błogiej ciszy czasami przymknęło Ci się oko , ale w sposób tak niezauważalny jakby nie miało to miejsca. Stęskniony tych chwil wsuwałem się delikatnie pod Twój koc i kładłem głowę tuż obok gazety , a Ty mimowolnie jakby podświadomie kładłaś rękę na mojej głowie i delikatnie smyrałaś pobudzana do tej czynności co jakiś czas cichym mruknięciem lub ruchem głowy. Ja obejmowałem Twoje ugięte w kolanach nogi na których wspierałaś gazetę i byłem szczęśliwy.
Dzisiaj gdy pada dokładnie tak jak w tamte dni , czuję jeszcze delikatny dotyk Twój i ślady tej radości co mrowieniem karku jeżyła na nim wszystkie włosy. I tylko cisza jest dokładnie ta sama , dająca przyzwolenie do nic nierobienia.
Dobrze , że w tamtych chwilach potrafiłem czerpać garściami ulotne smaki miłości , które mogą być dzisiaj cukrem posypanym na codzienny chleb z masłem.
