Przejdź do treści

Wpis 0637 - Miturinka

Zawsze pamiętaj że Cię Kocham
Pomiń menu
14.IV.2022 (Kasia)
 Z dużą dozą prawdopodobieństwa mogę powiedzieć , że był to 4 lipca 1993 roku. Pogodny niedzielny poranek (niedziela była wtedy jedynym dniem kiedy mogłem pospać dłużej). W naszym mieszkaniu przy ulicy Kościuszki , pachnącym jeszcze niedawnym remontem czuliśmy się jak w apartamencie . W końcu po kawalerce na Klonowej o powierzchni około 30m2 , to mieszkanie było prawie dwu krotnie większe i posiadało duży balkon . Pierwszy raz w naszym małżeństwie dzieci nie dzieliły z nami pokoju przegrodzonego meblościanką. Miały swój wymarzony kąt. Nie muszę dodawać , że my mieliśmy w związku z tym drugi pokój na swoją wyłączność. Jak to wpłynęło na naszą intymną stronę życia dowodzi właśnie ten lipcowy niedzielny poranek.
 Jeszcze dzisiaj widzę to wyraźnie jak leżę przytulony do Dorotki ubranej w jasną bawełnianą koszulę nocną. Jej włosy łaskoczą mnie w twarz tak że mimowolnie zamykam oczy. Gdy prawie już zapadam w ponowny sen z impetem otwierają się przeszklone drzwi i do pokoju wbiega podskakując Piotruś , a za nim po chwili wchodzi powoli Pawełek upominając go po bratersku żeby uważał , jako że właśnie w tym momencie on wspina się na nasze łóżko przez wysoki zagłówek. Po chwili i Piotruś i Pawełek siedzą na naszej pościeli przepędzając z naszych powiek resztki snu. Wydawać by się mogło że nasza rodzina jest już w komplecie. Pan Bóg ma jednak wobec nas inne plany. Nie jesteśmy świadomi jeszcze że jest nas już pięcioro , a o niespodziance którą nam ofiarował dowiemy się dopiero w sierpniu.
 Jest sierpień , schyłek lata. Zmartwiona Dorotka pokazuje mi pozytywny test ciążowy. Jej obawy sprawdziły się , jest w ciąży. Przytulam ją i mówię , że damy radę , że tym razem na pewno będzie dziewczynka. Uspokaja się.
 Kolejne miesiące przynoszą spokój i oczekiwanie na poród. Gdzieś chyba w styczniu lub lutym 1994 roku Dorotka wraca po kolejnej wizycie u pani ginekolog . Jestem w domu z chłopcami. Słyszę pukanie do drzwi . W przedpokoju pali się słaba żarówka . Otwieram drzwi , ukazuje mi się Dorotka. Na klatce schodowej gaśnie światło , ale blask jaki od niej bije i uśmiech jaki maluje się na jej twarzy sprawiają że widzę najdrobniejszy szczegół i nie czekając aż zdąży mi cokolwiek powiedzieć mówię
- Będzie dziewczynka.
- Tak się cieszę - odpowiada i dodaje - kocham chłopców ale marzyła mi się córcia.
 Od tej chwili Dorotka jakby łapie wiatr w żagle. Biega po sklepach w poszukiwaniu ubranek dla dziewczynki , od Kaśki przynosi superowe ciuchy po Karolinie. Jest szczęśliwa , opowiada chłopcom , że będą mieli siostrzyczkę. Ja podejmuję decyzję o kupnie działki i budowie domu , choć stać mnie tylko na zakup małej działki. Świadomy jestem jednak tego , że za kilka lat dzieciom będzie ciężko żyć w jednym pokoju.
 Wieczór 14 kwietnia 1994 , godzina 20.20 przynosi szczęśliwe rozwiązanie ciąży . 18 kwietnia Dorotka jest już z Kasią w domu , teraz możemy powiedzieć że jesteśmy wszyscy i tak zostanie na długie szczęśliwe lata.
Wróć do spisu treści