Przejdź do treści

Wpis 0735 - Miturinka

Zawsze pamiętaj że Cię Kocham
Pomiń menu
21.XI.2022 (październik 1994)

    Po lecie spędzonym na etatowym bezrobociu w cieniu szarej strefy otrzymałem ofertę pracy. Pierwszym moim zadaniem był wyjazd na szkolenie z CADcore w Sieradzu. Miały to być dwa tygodnie stacjonarnego szkolenia w siedzibie WODGiK. Spakowałem się i ucałowawszy dzieci i Dorotkę pojechałem. Były to czasy gdy nie miałem jeszcze telefonu komórkowego, tak więc mój wyjazd był rozłąką z bliskimi w dosłownym tego słowa znaczeniu. Szkolenie jak szkolenie nie ma o czym pisać, trochę mi się ckniło do Dorci i dzieci, dopiero po powrocie dowiedziałem się w jakim momencie zostali sami.
   Już pierwszego wieczora, na zasypiającą samotnie Dorotkę spadła (plastikowa i lekka na szczęście) lampa sufitowa, którą przytwierdziłem niestety do sufitu po partacku. Biedna, przerażona, musiała zadzwonić po pomoc do Krisa, ponieważ sama nie wiedziała co zrobić ze zwisającą z sufitu lampą, trzymającą  się tylko na kablu elektrycznym. Jeszcze przez długie lata żona Krisa żartowała z niej , że jak tylko mąż wyjechał z domu to zadzwoniła po obcego chłopa. Kris jak to człowiek życzliwy naprawił lampę w sposób profesjonalny, tak że przez długie lata wisiała niewzruszona na suficie jak słońce na niebie.
   Jakby tego było mało sprawdziło się powiedzenie, że nieszczęścia chodzą parami. W czasie mojej nieobecności cała trójka naszych kochanych pociech zachorowała na ospę wietrzną. Każdego dnia musiała biedna Dorotka pomalować wszystkie krostki wszystkim dzieciom piochtaniną, a wysypało je mocno. Wspominała mi że zajmowało jej to dwie godziny. Musiało to wyglądać i przerażającą i komicznie, trzy małe buźki nakrapiane jak przepiórcze jajka. Tyle tylko, że kropki miały fioletowe. Chciało jej się i płakać i śmiać gdy na nie patrzyła. Dzielna była ta moja kochana dziewczyna, nigdy nie usłyszałem od niej słowa skargi.
  Dzisiaj gdy patrzę na wnuka pomalowanego maścią cynkową, wyglądającego jak szaman WOODOO, z każdą jego kropką widzę Dorotkę siedzącą w pokoju dzieci w mieszkaniu przy ulicy Kościuszki. Widzę jak cierpliwie, pełna miłości maluje swoje pociechy jak pisanki wielkanocne i uśmiecha się do nich z miłością.
Wróć do spisu treści