Kto by dzisiaj spędził sylwestra w nieogrzewanej sali , bez dobrego jedzenia i muzyki . Pokażcie mi takiego bohatera , który witał by nowy rok ubrany jak Amundsen na biegunie. Dzisiaj żeby dobrze się bawić musi być sala przygotowana jak na wesele , muzyka musi brzmieć jak na koncercie a jedzenie musi być jak żurek z Sheratona. A wszystko po to żeby się umęczyć , upodlić i nowy rok powitać giga kacem , i to jest jedyny wspólny mianownik witania nowego roku bez względu na datę.
Zima na przełomie 1984 i 1985 roku była mroźna i śnieżna . Nie wiem kto był głównym animatorem spotkania sylwestrowego , wydaje mi się że pomysł gdzie go spędzić podsunął Krzysiek Mach . Po latach wiem jaka była jego główna intencja takiego zaangażowania.
Krzysiek był zdolnym muzykiem , który na krótko dołączył do naszej scholi pod koniec 1984 roku. Grał na gitarze i akordeonie (wydaje mi się że mógł mieć jakieś romskie pochodzenie) i był przystojnym chłopakiem. Na nieszczęście Januarego podobała mu się Bredzia i to był ten powód jego pojawienia się w scholi i organizacji pamiętnego sylwestra.
Jak już wspomniałem zima była "zimowa" . Jako że nie było szans na zrobienie "domówki" i nie było środków na wbicie się na restauracyjnego sylwestra , Krzysiek zaproponował , że może załatwić dostęp do sali na kolejowych ogródkach działkowych . Brzmiało to całkiem nieźle , sala była duża i z założenia przygotowana do organizacji małych przyjęć , spotkań i wesel. Była z założenia do tego przeznaczona , ale niestety w okresie od wiosny do jesieni. Jako że był to w zasadzie domek kempingowy w rozmiarze XXXXL zbudowany z płyt pilśniowych i czego się można domyśleć nieocieplany , warunki panujące w środku niczym się nie różniły od tych na zewnątrz z tą różnicą że nie padało za kołnierz i nie trzeba było odśnieżać parkietu. Co do szczegółów organizacji , pełna partyzantka . W zasadzie skupiliśmy się na zakupie alkoholu i symbolicznej zakąski.
Pierwsza wizyta techniczna w przeddzień sylwestra nie napawała nas obawami. Jako że dzień był słoneczny i bezwietrzny , sala skąpana w jasnym świetle słonecznym wydawała się nam całkiem fajna . Co prawda było w niej cholernie zimno , ale Krzysiek rozwiał nasze wątpliwości:
-Będzie ciepło , obiecali jutro dać nam dwa durze grzejniki olejowe - powiedział głosem pełnym optymizmu
-Jutro rano włączę i do wieczora będzie ciepło jak w domu - dodał
-Tu na zapleczu jest mała kuchenka to będzie można coś zagrzać i ugotować wodę na herbatę - ciągnął dalej szeroko gestykulując
-Przyniosę Amatora i podłączymy do niego kaseciaka , kasety z muzyką pożyczę od sąsiada - Krzysiek dalej roztaczał przed nami wizję szampańskiej zabawy.
Z takim pozytywnym nastawieniem rozstaliśmy się. Pozostało nam tylko dopięcie szczegółów.
Dzień sylwestrowy , również słoneczny jak poprzedni chylił się ku zmierzchowi . Na godzinę szesnastą byliśmy umówieni z chłopakami na sali. O wyznaczonej godzinie zjawili się January , Żyku , Darek Tracz , Jacek no i oczywiście Krzysiek. W świetle zachodzącego słońca sala straciła swój optymistyczny blask. Na dodatek dostaliśmy tylko jeden grzejnik olejowy i chociaż pracował na najwyższych obrotach , że strach się było do niego zbliżyć żeby się nie poparzyć , to strefa ciepła nie sięgała dalej niż na dwa metry. Przypominało to raczej kurtynę cieplną w drzwiach do centrum handlowego niż ogrzewanie pomieszczenia. Zbyt mały grzejnik w nieocieplonej sali o powierzchni jakichś stu metrów kwadratowych oraz noc która zapadła zrobiły swoje. W sali było tak ciepło jak na dworze to znaczy jakieś minus piętnaście stopni .
-Na wszystkich bogów Olimpu , zamarzniemy tutaj - powiedział January swoim podniosłym stylem
-Będzie dobrze , musimy tylko coś łyknąć a świat się do nas uśmiechnie - odpowiedział Darek sięgając po butelkę i wprawną ręką nalewając każdemu z obecnych po słusznej porcji żytniej do literatki
-Jedyny plus to taki że nie trzeba lodu do drinków , a wódka jest dobrze zmrożona że w zasadzie nie trzeba zapijać - dodał
Po chwili kiedy miłe ciepło zaczęło krążyć nam w żyłach , nasze humory wzniosły się na wyższy poziom samozadowolenia. Skupieni w pobliżu grzejnika wypaliliśmy po "calaku". Krzysiek w między czasie podłączył magnetofon do Amatora i puścił kasetę z hitami roku osiemdziesiątego czwartego. W tamtych czasach tak niewiele było trzeba żeby się dobrze bawić.
Nie pamiętam czym jeszcze oprócz granulowanej herbaty dysponowała nasza kuchnia. Pamiętam natomiast , że obawy budziły moje umiejętności taneczne. W zasadzie od balu na zakończenie ósmej klasy nie tańczyłem . Przez cały okres nauki w ogólniaku uczestniczyłem tylko w alkoholowych mitingach bez tańców. Z pomocą ruszył mi Żyku , który pokazał kilka małych patentów , co zrobić z nogami i jak obrócić dziewczynę. Tak podszkolony poczułem się pewniej chociaż ani na centymetr nie zbliżyłem się do umiejętności tańca.
Tego wieczoru nie tańczyłem , w zasadzie nikt nie tańczył . Zatarły się również w mojej pamięci szczegóły co do samego wieczora. Pamiętam , że ku mojemu zmartwieniu tylko na krótką chwilę pojawiła się Dorotka w towarzystwie innych dziewczyn ze scholi . Zniechęcone polarnymi warunkami i zobligowane przez rodziców , przed dziesiątą pożegnały się z nami . Pozostała część starego roku upłynęła nam na piciu i paleniu. Jak przez mgłę pamiętam że około północy pojawiły się jakieś dziewczyny , chyba koleżanki Krzyśka i w ich towarzystwie witaliśmy nowy rok. Jako że grzejnik olejowy wyłączył się awaryjnie , upchnęliśmy się na zapleczu i z pomocą wody gotowanej na kuchence nagrzaliśmy pomieszczenie na tyle że nie groziło nam zamarznięcie.
Zmęczony odpuściłem sobie balowanie do rana i powędrowałem do domu. Od Jacka dowiedziałem się że aż do świtu pili w tej małej pakamerze ogrzewając się gotowaną wodą , tak że rano wszystkie ściany pokryły się cienką warstwą lodu.
W późniejszych latach spędzonych z Dorotką jakby tradycyjnie nowy rok witaliśmy za stołem. Może tylko ze dwa razy byliśmy na balu z tańcami. Szczerze powiedziawszy nigdy nie stałem się miłośnikiem tańca i w zasadzie tańczyłem tylko z Dorotką , ale za to jak już byliśmy na imprezach z tańcami to bawiliśmy się prawie cały czas. Dla niej tańczyłem choć tego nie lubiłem , dla niej zrobił bym dużo więcej. Dał bym sobie odmrozić uszy i nos gdybym tylko mógł spędzić z nią te kilka sylwestrowych godzin tańcząc.
