Przejdź do treści

Wpis 0731 - Miturinka

Zawsze pamiętaj że Cię Kocham
Pomiń menu
11.XI.2022

 
Odruchowo poprawiam kurtkę czując chłód kąsający w szyję. Natrętnie macam kieszenie sprawdzając po raz kolejny ich zawartość.
- Klucze są – upewniam się w myślach.
- Gdzie włożyłem  pieniądze? – nie mogąc ich znaleźć pakuję dłoń do najbardziej prawdopodobnej kieszeni.
- Pusta -  powtarzam w myślach to co już wiem.
Zastanawiam się chwilę żeby sobie przypomnieć gdzie je mogłem włożyć. W głowie pustka. Odruchowo sięgam do kieszeni z kluczem.
- Są.
Dla bezpieczeństwa przekładam je do właściwej kieszeni dając wyraz swoim niewygodnym przyzwyczajeniom. Jeszcze tylko rzut oka na telefon, żeby upewnić się że nie zadzwoni i zakopany w sztruksową kurtkę z misiowym kołnierzem zamykam oczy. Czekam, raz po raz odpowiadam na pozdrowienie kolejnej osoby przestępującej próg.
        Cisza głęboka jak zamkowa studnia otacza zebranych. W tej ciszy łatwo zapaść się w zadumę. Otwieram oczy i patrzę po raz nie wiadomo który na spoglądające ze ścian wizerunki. Dookoła mnie starość wszech obecna, utykająca pod ciężarem lat. Trochę to dołujące, że prawie sześćdziesięciolatek jest najmłodszy. W takiej chwili zawsze wraca do mnie jedna z ostatnich rozmów z Jacusiem (ks. Jackiem kolegą z LO), kiedy to nie podzieliłem jego zapału dla ratowania wiary na zachodzie mówiąc mu, że lada chwila będziemy musieli ją ratować u nas i do tego powinniśmy się przygotować. Przypominam sobie jak szorstko na to zareagował. Nie minęło dwadzieścia lat a mam wrażenie że nie ma już czego ratować, świat który nadchodzi nie wierzy w nic.
        Bicie zegara przerywa te moje rozmyślania. Intonując pieśń przechodzi pomiędzy nami celebrans i klęka przed obrazem Santa Maria De Perpetuo Succursu. Wspomagając się modlitewnikiem w telefonie dołączam do modlących.
-… abyś wyprosiła mi u Syna Twego tą łaskę, której tak bardzo pragnę i tak bardzo potrzebuję – rozbrzmiewa głos prowadzącego
- Wymieńmy w myślach łaski o które się modlimy – dodaje
Jak co tydzień zamykam mocno oczy i staram się wyobrazić sobie moje pragnienie, pragnienie pełne światła, w którym trzymam silnym uściskiem dłoń mojej kochanej i czuję wszechobecną radość. Modlitwa wraca, ale nie potrafię się już na niej skupić, odruchowo tylko odpowiadając na wezwania. Moje myśli szamoczą się pomiędzy teraźniejszością a wspomnieniami.
        Czas modlitwy dobiega końca. Pozdrowiwszy na pożegnanie księdza, wędruję w mroku do zaparkowanego nieopodal samochodu. Szykuję się do drogi powrotnej. Jeszcze tylko wybieram w telefonie muzykę i puszczam na głośniki. Pierwsze takty płynące w eterze zagłuszają cichy pomruk silnika, który to warczy głośniej wchodząc na obroty, by znowu przycichnąć łykając z łatwością kolejne kilometry zatopione w ciemności przecieranej blaskiem reflektorów.

- Miłość cierpliwa jest, lecz i nie cierpliwa.
- Miłość łaskawa jest, lecz nie zawsze bywa.
- Miłość serdeczna jest i nigdy nie zazdrości.
- Miłość jest wszystkim tym, co tracisz bez miłości. – rozbrzmiewa
 
 W oczy świeci mi wielki księżyc w pełni, osnuty delikatnie smugami chmur. Słucham słów piosenki i w tej iluminacji samotnie odczuwam ogromny brak Miłości, rozumiejąc czym była dla mnie tak naprawdę.
Wróć do spisu treści