13.XII.2022
Siedzę w domu z dala od życia szaleństw. Za oknem zima jakiej dawno nie było, coś tam dłubię przy pracy zaplatając zapamiętale palce u stóp. Dłonie spękane od przedświątecznych porządków z trudem wyczuwają klawisze delikatnie klikające jak puls dziecka. Przytłaczające świąteczne dekoracje jakby na złość trącające ledwie zastygłe rany. Wszyscy się cieszą piękną aurą czerpiąc przyjemność z nadchodzących dni. Ja czuję lęk, budząc się rano z paraliżującym niechciejstwem do nadchodzącego dnia. Tylko wyćwiczone przez lata poczucie obowiązku pozwala przełamać ten marazm. Chciałbym nie dźwigać tej codzienności, ale tak naprawdę nic ode mnie nie zależy. Życie jak praca, to niewola. Wszystko robię bo muszę, bo czyjeś życie od tego zależy. I gdyby tylko tak było, że budzę się słaby, że wszystko robię bez zapału, jakoś bym przeczłapał samotność. Niestety tak nie jest.
Jak już wspomniałem, siedzę w domu. Dzwonek do drzwi wdziera się w uszy jak natrętny pies sąsiada. Ktoś z domowników odbiera przesyłki i przynosi na górę. Diabli wzięli, pozorny co prawda , ale zawsze spokój. Patrzę na list od Mikołaja z Gdańska i nie dziwię się że przyszedł właśnie teraz przed świętami. Taka to tradycja, jestem w końcu tylko imieniem i nazwiskiem bez człowieczeństwa. Biorę leki i chcę zapomnieć czepiając się drobnych spraw wydłubanych z codzienności. Pamięć mięśniowa pozwala mi mimowolnie odhaczać kolejne punkty w grafiku, i tylko czasami coś pomylę, coś zrobię odwrotnie, o czymś zapomnę. Wtedy bywa śmiesznie lub żałośnie. Gdy w końcu dnia udaje mi się zatrzeć rutyną niepokój, kolejne nieoczekiwane, niechciane emocje kipią z cicho pichconej codzienności. Stoję w kolejce i doznaję wstrząsu, pieprzona pereidolia powoduje że w czyjejś sylwetce, ubiorze, sposobie uczesania widzę Ciebie. Zmuszam się żeby natrętnie nie patrzeć, wszystko we mnie wywraca się jak w potrząsanym pudełku. Słyszę głos, inny nierozpoznany, widzę inny wyraz twarzy, ale mózg nie odpuszcza budując pierwotną iluzję. Wychodzę. Chcę wrócić. W głębi serca drżą dawno nie słyszane struny. Odchodzę, nie chcę tych oszustw, nie cierpię takiego samo pocieszenia.
