Pierwszy raz od 11-go maja miałem sen w którym byłaś . Tak długo na to czekałem , chciałem Ci tyle powiedzieć . Niestety tak jak jawa i sen rządzi się własnymi prawami , nie miałem wpływu na to co się wydarzy , co będziemy robić i o czym rozmawiać.
Stałem w przedpokoju mieszkania , które nie kojarzyło mi się z żadnym w którym mieszkaliśmy. Stałem tam i jak bym czekał na Ciebie , jakbyśmy byli umówieni , jakbyś miała do mnie przyjechać. Nagle pojawiłaś się bez otwierania drzwi , stanęłaś przede mną ubrana w sukienkę dopasowaną w jasnym kolorze , jakby tą Twoją ulubioną z frędzelkami , przetykaną złotą nitką . Nie byłaś uśmiechnięta ani smutna , nie czułem twojego kochanego zapachu. Stanęłaś przede mną i powiedziałaś:
- Beze mnie będzie ci lepiej niż ze mną.
Ze łzami w oczach i ściśniętym gardłem osunąłem się na kolana , objąłem Cię w pasie najmocniej jak mogłem , jak bym w ten sposób mógł Cię zatrzymać przy sobie i szybkim lekko podniesionym głosem powiedziałem przez łzy:
- Jak lepiej , co Ty mówisz , tak strasznie za Tobą tęsknie , tak okrutnie mi Ciebie brakuje ...
Jak żebrak błagałem o jałmużnę , coś jeszcze chciałem powiedzieć ale czułem , że to nic nie zmieni , taki bezradny się czułem , taki żal czułem...
...obudziłem się znowu sam i jak co dzień powiedziałem w pustkę
-Dzień dobry kochanie
I znowu zapadła ta straszna cisza.
