Przejdź do treści

Wpis 0580 - Miturinka

Zawsze pamiętaj że Cię Kocham
Pomiń menu
24.I.2022 (Pierwszy pocałunek 23.II.1985) cz.II
 Nic nie zapowiadało , że dzień który się razem ze mną obudził będzie jednym z najważniejszych dni w moim życiu , a jego konsekwencje będą punktem zwrotnym na całe życie.
 Ja , Mariusz chłopak dwudziestoletni (w zasadzie prawie mężczyzna) , który pomimo najlepszych chęci i otwartego serca przeżył te dwadzieścia lat samotnie. Może to wynik zbytniego sentymentalizmu a może fascynacja literaturą romantyczną , dość że wszystkie moje wcześniejsze zakochania kończyły się nader żenująco . Mojemu sercu dziewczyny które mi się podobały pakowały raz za razem kosza i to rzutami za trzy punkty , bez zbliżania się do mnie. Tak więc dzień ten miał zmienić mnie małomównego , szarego na duszy w normalnego ( jak inni) chłopaka.
 Po wczorajszym szaleńczym spacerze ledwie ugiąłem nogi w kolanach by podnieść się z łóżka. Chyba nie licząc treningu pchnięcia kulą w pierwszej klasie liceum , kiedy to nauczyciel WF kazał mi w ramach przygotowania do zawodów wyciskać przez dwie godziny ciężarek 17,5 kg i kiedy to przez tydzień nie byłem w stanie podnieść rąk wyżej niż do pasa , były to największe zakwasy w moim życiu . Na szczęście spotkanie z dziewczynami planowane było na siedemnastą , co dawało nikłą szansę że uda się rozchodzić zesztywniałe mięśnie nóg. Czas dłużył mi się jak zwykle kiedy czekałem na spotkanie z Dorotką. Nogi ani rusz nie chciały współpracować . Kuśtykałem z konta w kont , co chwila zmieniał mi się nastrój , od radości że będę się z nią widział do smutku kiedy to moja wybujała wyobraźnia rysowała czarne scenariusze a w głowie huczały myśli:
-Nie przyjdzie - biadoliłem w myślach
-Przyjdzie przecież jesteśmy umówieni, a ja mam jej tyle do powiedzenia- to znowu pocieszałem się
-A może nie puszczą ją rodzice - czułem strach
-Może przyjdzie a nie będę mógł z nią porozmawiać - znowu dopadały mnie wątpliwości
I tak przez kilka godzin pełen różnych myśli , do upadłego , do zwariowania gryzłem się ze sobą.
 Nie mogąc już usiedzieć w domu , dobrą godzinę wcześniej powędrowałem z osiedla w stronę miasta . Na drewnianym mostku (którego już dzisiaj nie ma) wybudowanym tuż przy betonowym moście , stanąłem przy barierce na dłuższą chwilę i obserwowałem przechodzących ludzi. To dziwne że chociaż Gryfice to raczej małe miasto , to przez pół godziny nie przeszedł nikt znajomy. Pomyślałem jak hermetyczny jest mój świat , jak niewielu mam znajomych , a jako przybysz nie mam tu żadnej rodziny.
 Zajęty tym obserwowaniem doczekałem w końcu godziny spotkania. Umówieni byliśmy pod blokiem Bredzi na przeciwko apteki. Dziewczyn jeszcze nie było , ale z daleka już zauważyłem Januarego .
- A zali przyjacielu godna pochwały punktualność - przywitał mnie swoim zwyczajem.
Czasami i ja pod jego wpływem wpadałem w ten patetyczny ton , co w moim wydaniu brzmiało jak recytacja na konkursie recytatorskim w podstawówce.
- Nie ma jeszcze dziewczyn ? - zapytałem
- Mężczyźnie nie godzi się dać czekać niewiastom , ale w drugą stronę to już inna sprawa - odpowiedział.
 Zanim zdążył się rozpędzić ze swoją prozą głoszoną tyradą , z przejścia pod blokiem dobiegły nas głosy dziewczyn , by za chwilę zobaczyć je w pełnym słońcu wyłaniające się z mrocznego korytarza.
 Robiły wrażenie , ubrane bardziej odświętnie niż na spotkania scholi , lekko podmalowane (co w tamtych czasach nie było raczej normą) . Dorotka (bo tak naprawdę to od niej nie mogłem oderwać wzroku ) z rozpuszczonymi falującymi , skrzącymi się w zimowym ostrym słońcu włosami i swoim kożuszku , wyglądała jak spełnienie moich wszystkich marzeń . Czułem , że rodzi się we mnie spokój , jak dar boży ogarnia mnie ten typ świadomości , kiedy wszystko jest wyraźne (dzisiaj bym powiedział świat w 4K) , jasne i oczywiste . Jakaś niewidzialna ręka (ja mówię wola boża ) , każe mi mówić słowa , przejmuje władzę nad moim ciałem , a w głębi tego jestem ja , szczęśliwy jak nigdy.
 Docelowym miejscem naszego spotkania była "piwnica" Sądu Rejonowego w Gryficach. Ktoś by mógł powiedzieć , hardcorowa randka w piwnicy , jak u meneli . Piwnica jednak ta była niezwykłym miejscem . Co prawda rzeczywiście było to pomieszczenie umiejscowione w piwnicy  , ale za pancernymi drzwiami zamykanymi dwiema dźwigniami ( jako że był to schron z okresu wojny) mieściło się coś bardzo dekadenckiego . Wszystkie ściany zasłonięte były regałami pełnymi książek różnorakich , jedynym wolnym od nich miejscem było spore okno przy suficie zamykane również pancerną płytą z podobnymi co drzwi dźwigniami. Światło przytłumione wydobywało się z lampy przy suficie , a dla pogłębienia nastroju zapalana była niewielka lampka , tak że widoczny był tylko środek pomieszczenia udekorowany zamiast stołu wielkim kufrem . Na kufrze stał czajnik i szklanki , markizy na talerzyku i butelka bułgarskiego wina kupionego w GS w Rybokartach . Podłoga cała zasłonięta była wzorzystym dywanem z perskim wzorem.
 Jako że nie było krzeseł ani innych mebli do siedzenia , siadało się na podłodze opierając o książki na regałach . Tak też i my usiedliśmy na dywanie , z jednej strony ja i obok mnie Dorotka i na przeciwko za kufrem January i Bredzia. Wszyscy byliśmy w doskonałym nastroju . Niewymuszone rozmowy na wszystkie możliwe tematy co chwilę wywoływały śmiech . Czas płynął nam przy herbacie z odrobiną wina i ciastkach.
 Przytłumione światło , radosny nastój nas wszystkich miały magiczną moc . Nie pamiętam już w którym momencie ta atmosfera spowodowała że przysunąłem się do Dorotki jeszcze bardziej . Delikatnie jakby czekając na jej reakcję ująłem ją za dłonie . Ona nie broniła się , a nawet czułem jak oddała mi ten uścisk jakby dając przyzwolenie na taką bliskość. Czułem jej przyspieszony oddech , słowa które wypowiadała cichły w oczekiwaniu na to co było nieuchronne. Gdy pierwszy raz dotknąłem jej ust , cały świat wyciszył się , w oczach mi pociemniało , czy też może przymknąłem je mimowolnie . Pierwszy raz czułem jej smak , którym karmiłem zmysły przez tyle następnych szczęśliwych lat. Usta jej drżały . Zaciśnięte mocno świadczyły że nie całowały jeszcze nikogo. Ośmielony jej aprobatą , delikatnie dłonią rozchyliłem je,  a instynkt podpowiedział jej jak oddać mi pocałunek. Trzymając się za dłonie całowaliśmy się nie wiem jak długo . Cisza o której wspomniałem naprawdę zapanowała bo i siedzący w mroku na przeciwko nas Jarek z Bredzią też chyba się całowali. Jakie to było piękne , miłość okazywana w tak prosty i szlachetny sposób , dawała nam dużo więcej niż współczesnym seks na pierwszym spotkaniu. Ta nieporadność , ta delikatność kochanej Dorotki sprawiły , że tego wieczoru stałem się dla niej innym człowiekiem . Już nie byłem tym chłopakiem z szarą duszą. W mojej duszy miłość malowała jej obraz , kolorowy i uśmiechnięty. Ten obraz tak intymny , obraz którego nikt nie zobaczy choćby posiadł moje oczy , pozostał ze mnę wciąż żywy i nasycony tamtym szczęściem . Pozostał i jest balsamem na pęknięte serce . Pozostał choć jej już nie ma i nigdy już nie będzie.
Wróć do spisu treści