Przede mną pusty fotel , w donicach surfinie w kolarze "fuksji"(chyba) , Twoje ulubione. Wieczór bardzo przyjemny , bezwietrzny i ciepły ale nie gorący. Dopijam wieczorną kawę i jest mi przyjemnie smutno . Myślę o Tobie jak byś wciąż była tuż obok i w takim zawieszeniu trwam jak w oczekiwaniu na przyjazd oczekiwanego gościa , który się zapowiedział ale nic konkretnego i wyjawił.
Patki śpiewają jak nakręcone , bez świadomości naszego istnienia a ostatnie wieczorne owady odwiedzają kielichy surfini pełne nektaru.
Jeszcze chwila i solarne kule zaczną świecić magicznym światłe w kolorze vintage . Jeszcze chwila i pójdę dogorywać na byle jakim wyrze gryząc się z ciemnością. Myśli trochę przytarte lekami kłębią się jeszcze chaotycznie i nic z nich oczywistego nie wynika . Jak przeżyć bóg wie ile jeszcze takich chwil i nie zwariować . Jak się doczekać Twojej wizyty , którą sam będę musiał złożyć.
Nie mam żadnego pomysłu , żadnego planu , wszystko wydaje się być wyprane ze znaczenia . Nie ma niczego czym bym mógł wypełnić pustkę , niczego co by dało odrobinę szczerej radości . Nie ma światełka na końcu tunelu , bo nie ma tunelu w który mógł bym ruszyć. Wszystko dookoła rodzi się , dojrzewa , kwitnie a ja umieram wegetując jak robak przygnieciony kamieniem.
