Jak po uderzeniu pioruna rozpłatane na pół,
nasze życie obumarło został tylko ból.
Zwiędło, uschło i na popiół się starło,
a to co z niego zostało to tylko marność.
W pudełka układałem Twoje rzeczy, nosiłem Twoje okulary,
perfum Twoich zapachem pobudzałem zmysły.
Wspomnienia karmiłem krwią własną i ciałem,
byłem ich ustami i źródłem by nie wyschły.
Na spalonych uczuć moich jałowych konarach,
nic się nie zieleni i nic nie zakwitnie.
Zatrą się w pamięci ludzkiej wydarzenia,
wypłowieją imiona i ślad po nich zniknie.
Czekałem niecierpliwie , prosiłem z głębi serca,
niech przyjdzie i zakończy farsę mroczny życio-żerca.
Rok minął i miną jeszcze przyszłe lata,
bez Ciebie kochana to jest tylko data.
