Nogą trącam kamień, ot po prostu mogę, mchem porosły ze starości leżał mi na drodze.
Z ciekawością patrzę na pełzliwe życie jakie cicho się toczyło pod kamieniem skrycie.
Żal się robi widząc pozbawione nieba przez potwora co kopniakiem z nudów je rozgrzebał.
Bezowocne rozpełzanie za straconym cieniem, nie chcąc patrzeć na to dłużej znów przykrywam je kamieniem.
