05.VIII.2022 (Jak u MARVELA)
Na krótką tylko chwilę wymykam się z klimatyzowanego azylu na świat. Najchętniej zaniedbał bym wszystkie obowiązki i pozostał na swoim balkonie wirtualnej rzeczywistości. Nie umiem niestety , całe życie uczyłem się sumienności. Pośród wszystkich wątpliwych talentów , konsekwencja była chyba tym jedynym udokumentowanym. Wiem że czasami Dorotce mogło być trudno, że potrzebowała pewnie tej odrobiny nonszalancji w codzienności. Ona podołała opiece i wychowaniu trójki dzieci. Bywało że musiała wyjść na spacer z nimi wszystkimi i psem na dokładkę. Nawet nie mogę sobie wyobrazić jak Ona to robiła. Z wysokiego pierwszego piętra musiała sprowadzić sześcioletniego Pawełka , dwu letniego Piotrusia i wózek z kilku miesięczną Kasią (a pies?). Samo sprowadzenie wózka po stromych schodach wymagało nie lada siły. Jak słyszę teraz o celebrytkach, które po latach robią sobie dziecko i rozpisują się jakie to wyczerpujące , jak brakuje im przestrzeni dla siebie… żenada. Świat zaczynający się od słowa „JA…” (jakie to płytkie) i kończący się słowem „…JA”, to droga do nikąd.
Moja „Super-half”
To dzięki Niej mogłem przez ćwierć wieku pracować po szesnaście godzin dziennie. To Ona była moją siłą i radością. Bywało, że wieczorami szła ze mną do biura potowarzyszyć . Dla żartu obiecywałem jej upojny seks na biurku i mówiłem do niej czule „moja kochana biurwa”. Śmiała się z tego podlewając kwiaty i ścierając kurze.
Moja „Super-housewife”.
Miała czas na prace kuchenne, ogród, utrzymywanie porządku w domu (dzisiaj gdy sam muszę dbać o połowę tego, wiem ile zajmuje to czasu i siły). Nie wiem jakim cudem znajdowała jeszcze czas na swoje robótki na drutach. Sama o sobie mówiła że z zawodu jest menadżerem zasobów domowych, a jej czerwony samochód z piłką na kole zapasowym był chyba najbardziej rozpoznawalny w mieście.
Moja „Super-daughter „ i „Super-daughter-in-law”.
Opiekowała się swoimi i moimi rodzicami. To chyba było najtrudniejsze. Starzy ludzie jak dzieci, wybredni, marudni, mało kiedy zadowoleni i okazujący wdzięczność. Chyba najpiękniej oddaje jej dobroć i cierpliwość fakt, że moja mama będąca w stanie permanentnego braku kontaktu z otoczeniem potrafiła jej powiedzieć „Moja kochana” a były to ostatnie słowa jakie od niej słyszałem.
Moja „Supermom”.
Pamiętam jak w wieku dwudziestu lat została mamą. Było to Jej oczekiwaną radością. Pamiętam też jak któregoś dnia zwierzyła mi się, że ktoś powiedział że jest głupia bo obłożyła się dzieciakami zamiast sobie pożyć. Pamiętam też jak po latach ta sama osoba starała się ze łzami w oczach o bycie matką. Wasza mama i tak jej współczuła, nie chowała urazy. Tak naprawdę nie ja powinienem pisać jaką była mamą, ale w moich oczach wystarczało tej jednej małej osoby dla swoich i nie tylko dzieci. To Ona słyszała co im w duszy gra, to Ona pierwsza dostrzegała co się dzieje. To ona była ich rodzącym się sumieniem, nie wyobrażam sobie by mogli sprawić jej przykrość i nie czuć z tego powodu żalu. To ona woziła do szkoły wszystkie dzieci z okolicy…
...na krótką chwilę muszę opuścić swój mały azyl, pachnący takimi wspomnieniami i przemknąć się skrycie przez świat, który żyje już bez Niej.
