Przejdź do treści

Wpis 0614 - Miturinka

Zawsze pamiętaj że Cię Kocham
Pomiń menu
7.III.2022 (Zanim poznałem Dorotkę 07-08.1979) Cz.1
Grażyna
 Jest to jedno z wydarzeń , które miało znaczący wpływ na moje "ułomne" pojmowanie miłości i związanych z nią oczekiwań , jednocześnie zawiłą drogą doprowadziło mnie do Dorotki.
 Wakacyjne dni z braku planów i w oczekiwaniu na nową szkołę postanowiłem spędzić z kumplami pod blokiem. Mało to ambitne ale czasy były takie , że poza zorganizowanym wypoczynkiem nie było szans aby piętnastolatek powłóczył się dalej niż po okolicy. Tak więc do południa mieliśmy siedzieć na ławce od strony ulicy , która w tym czasie skryta była w cieniu bloku. Po południu czas mieliśmy spędzać na boisku po drugiej stronie bloku. Najbardziej lubiłem przesiadywanie na ławce w cieniu. Podstawowym naszym zajęciem było grywanie w karty oraz gra w „rejestracje”. W karty grywaliśmy pod warunkiem , że było nas co najmniej trzech. Natomiast gra w rejestracje była szczytem naszego lenistwa i polegała na liczeniu wybranych przez siebie cyfr z rejestracji przejeżdżających samochodów. Dla pełnej jasności sprawy należy dodać że ilość przejeżdżających w tamtych latach samochodów była nie współmiernie mniejsza niż dzisiaj. Tak więc leżeliśmy na ławce jak stare kocury i co kilkanaście minut podnosiliśmy głowy by spojrzeć na przejeżdżający samochód. Pogoda nam sprzyjała a lekki chłód cienia wprawiał w błogi nastrój.
Nie minęły dwa dni tej błogiej dopołudniowej sjesty , aż tu nagle drugiego dnia w furtce naszego podwórka pojawiły się dwie obładowane tobołami dziewczyny. Popatrzyły na ledwie widoczny numer domu na tabliczce , następnie na kartkę trzymaną w ręku i z wyraźną ulgą odetchnęły a następnie przeparadowały przed naszymi zdziwionymi twarzami do klatki schodowej (naszej klatki schodowej). Jeszcze za nim zdążyły zamknąć się za nimi drzwi z ławki poderwał się Cypis i popędził. Z hukiem wpadł na klatkę i skacząc po dwa schody pogonił do góry. Popatrzyliśmy na siebie jeszcze bardziej zdziwieni. Szymek wybąkał cicho pod nosem:
-       Widziałeś to co ja? – przetarł oczy , następnie wstał i znowu usiadł
-       Fajne turystki – potwierdziłem
-       Ciekawe do kogo przyjechały? – ciągnął dalej niepewnie Szymek
-       Hmm , nie mam pojęcia – odparłem bezradnie
W tym momencie z hukiem otwieranych drzwi wypadł z klatki Cypis.
-       Dobrze jest! – wołał od drzwi – dziewczyny przyjechały do Limanowskich , na dwa tygodnie – ciągnął dalej opadając ciężko na ławkę
-       Jesteś pewien? – zapytałem
-       No masz , pomogłem im zatargać tobołki i wypytałem po drodze skąd są i na jak długo przyjechały – z dumą opowiadał Cypis
-       Przyjechały z Zielonej Góry , ta blondynka jest siostrą sąsiadki , a ta czarna siostrą sąsiada. Przyjechały do nich nad morze. – ciągnął dalej
-       Jeszcze powiedz jak mają na imię , a masz dzisiaj fajki gratis – wtrącił się Szymek
-       No to goń kolego do kiosku po fajki i pamiętaj , że byle czego nie palę. Blondynka ma na imię Gośka a brunetka Grażyna – prężąc się z dumą powiedział Cypis
-       Muszę przyznać , że spisałeś się na medal. Masz chłopie dar do spraw damsko-męskich – pochwaliłem go z nie ukrywanym podziwem.
-       U mnie też masz kilka fajek z zapasów ojca – dodałem
Cypis był dzisiejszego dnia nie koronowanym królem podwórka. Do wieczora widzieliśmy nasze nowe sąsiadki jeszcze raz , ale nie wystarczyło nam odwagi żeby nawiązać znajomość.
Tak to bywa , że latem kwitną uczucia. No bo i cóż może być piękniejszego niż młodość , pogodne dni i nowe znajomości.
Wieczorem mama potwierdziła to czego dowiedział się Cypis. Dziewczyny przyjechały do Limanowiczów. Brunetka na imię miała Grażyna i była o rok starsza od nas , a blondynka miała na imię Gośka i była od nas młodsza o rok. Mama dodała jeszcze , że było by miło z naszej strony gdybyśmy im pokazali gościnność i np. zabrali nad morze albo do kina.
Takim prośbom się nie odmawia.
Następnego dnia rano spotkaliśmy się na ławce w komplecie.
-       Mam propozycję. Zaprośmy je nad morze. – rzuciłem realizując prośbę mamy
-       Ale skąd weźmiemy kasę? – zapytał Szymek
-       Dostałem parę złotych od mamy. Powinno nam wystarczyć.- odparłem udając że to drobiazg
-       OK! Ty dajesz kasę , ja zaproszę dziewczyny a Szymek jedzie do towarzystwa. A cha i żeby było jasne ja startuję do blondynki , albo sami je zapraszajcie – oświadczył stanowczo Cypis
-       Nie ma problemu. Ja mam na oku Ankę to nie będę wam wchodził w drogę – zdradził swoją tajemnice Szymek
-       No patrz z „Wroną” będziesz chodził – zadrwił Cypis
-       Wiesz co Cypis , ty sobie startuj do tych wczasowiczek a ja będę miał dziewczynę nie tylko na wakacje. Ciekaw jestem kto na tym lepiej wyjdzie- oburzył się Szymek
-       Panooooowie! Dajcie spokój. Anka to fajna dziewczyna i nic nam do tego kogo Szymek lubi. Wszystko mamy ustalone. Ja idę po kasę a Cypis po dziewczyny. – przerwałem ich kłótnię.
Szymek trochę się na Cypisa pogniewał i postanowił nie jechać. Tak więc na placu boju pozostaliśmy we dwóch. Tak na dobrą sprawę nie zdążyłem się przyjrzeć dziewczynie do której miałem z przydziału startować. Miałem nadzieję , że nie będę tego żałował.
Zaopatrzeni w gotówkę od mamy. Zastukaliśmy do drzwi Limanowiczów. Otworzyła nam Gośka.
-       Cześć! Nie przeszkadzamy? – zapytał Cypis
-       Cześć Piotrek. – odpowiedziała Gośka i zawołała w kierunku pokoju – Grażynka mamy gości
Po krótkiej chwili cicho szurając za dużymi kapciami w drzwiach pojawiła się Grażyna. Ubrana była w luźną spódnicę z delikatnego materiału i rozpinany sweter własnej roboty z owczej wełny. Włosy miała luźno rozrzucone , tak że zasłaniały jej połowę twarzy. Spod ciemnych włosów błyskały ciemne oczy z ciekawością spoglądające na nas.
-       Cześć. – powiedziała ciepłym głosem z lekką chrypką – My się chyba jeszcze nie znamy – dodała w moją stronę
-       Cześć Grażynka – powiedział Cypis i pokazując na mnie dodał – To jest Maniek wasz sąsiad z klatki.
Nie zaliczałem się do chłopaków bardzo odważnych. Serce waliło mi mocno czułem że się czerwienię. Ratując sytuację bąknąłem coś pod nosem co miało brzmieć jak:
-       Fajnie was poznać.
-       Mamy propozycję. – kontynuował Cypis – chcielibyśmy zaprosić was na wycieczkę nad morze
-       To miło z waszej strony – odpowiedziała Grażyna i odgarniając włosy z twarzy dodała – A kiedy ewentualnie mielibyśmy pojechać i gdzie?
-       Możemy nawet zaraz . Proponujemy do Niechorza. Wiecie , latarnia , plaża itd.
-       Możemy się zastanowić chwilę – powiedziała Grażyna i pociągnęła Gośkę za rękaw w głąb mieszkania.
Mogłem nareszcie mocniej odetchnąć. Cypis szturchnął mnie w bok i szepnął przez zęby:
-       Odzywaj się Maniek , bo pomyślą że ze wsi jesteś. Powiedz że fajnie mieć takie sąsiadki... – w tym momencie w drzwiach pojawiły się znowu dziewczyny.
-       Dobrze. Przyjmujemy zaproszenie , ale chciałybyśmy jechać jutro , bo musimy się trochę przygotować , a dzisiaj już jest dość późno. – powiedziała Grażyna.
Poczułem znowu lekkiego szturchańca w bok i już miałem się odezwać gdy usłyszałem:
-       Fajnie mieć takie sąsiadki? – zapytała patrząc na mnie Grażyna i uśmiechając się przewrotnie zamknęła drzwi dodając jeszcze ciepło – Cześć! Do jutra.
Jeszcze przez chwilę stałem przed drzwiami widząc jej uśmiechającą się twarz. Stał bym tam jeszcze pewnie do dzisiaj gdyby nie mocne szarpnięcie za rękaw.
-       Pobudka – to Cypis ciągnął mnie po schodach – pobudka chłopie czas przygotować się na jutro. Idziemy sprawdzić rozkład jazdy.
Moje obawy co do dziewczyn rozwiały się jak poranna mgła. Już wiedziałem że los mi sprzyjał. Grażyna miała w oczach to coś co sprawiało że świat stawał się piękniejszy. Cieszyłem się z jutrzejszego dnia i trochę go bałem. - Żeby tylko nie dać plamy! – myślałem gorączkowo.
Na przystanku autobusowym okazało się że nie stać nas na cztery bilety w obie strony. Postanowiliśmy więc sprawdzić jeszcze rozkład jazdy i ceny na wąskotorówce.
To rozwiązanie było w na naszą kieszeń. Pozostało nam jeszcze tylko przekonać dziewczyny , że podróż koleją wąskotorową jest atrakcją lokalną i namówić je na wyjazd o siódmej rano.
Wracaliśmy do domu zadowoleni z siebie i pewni że nasz plan wypali. W drodze powrotnej natknęliśmy się na Janusza , który szedł sprzedać butelki.
-       Cypis masz czas? Pomógł byś mi opchnąć szkło to się z tobą podzielę. – zawołał w naszą stronę.
-       Dobra! – zawołał Cypis i nie zwracając uwagi na moje protesty dodał – Maniek idź ustal z dziewczynami szczegóły a ja dorobię parę złotych na lody dla nich.
Nie zdążyłem nic odpowiedzieć , a już ich nie było. Zamarłem ze strachu. Miałem sam iść rozmawiać z dziewczynami. Nie byłem pewien czy wystarczy mi na to odwagi. Z ciężkim sercem krok za krokiem zbliżałem się do bloku. Bałem się jak diabli aż z przejęcia drżały mi łydki. Nie mogłem jednak pozwolić na to żeby uznano mnie za tchórza.
Minęło dobre pół godziny zanim wdrapałem się po schodach na drugie piętro. Po drodze cały czas powtarzałem sobie co mam powiedzieć. Stanąłem przed drzwiami i zapukałem i żeby nie to że nogi odmówiły mi posłuszeństwa uciekł bym.
Drzwi otworzyła Grażyna i popatrzywszy na mnie z za zasłony włosów zapytała cicho:
-       Coś się stało ?
Jej ciepły głos dodał mi odwagi i nawet drżenie łydek ustało. Wszystko co sobie układałem tak misternie w głowie przepadło bez śladu. Nie poznając własnego głosu powiedziałem:
-       Skąd wiedziałaś że chciałem powiedzieć wtedy o fajnych sąsiadkach?
-       Myślisz tak głośno że usłyszałam! – odpowiedziała uśmiechając się na swój sposób
-       No to powiedz mi co teraz myślę? – zapytałem nie mogąc zrozumieć skąd brała się we mnie odwaga
-       Sam mi to powiesz , jeżeli będziesz chciał. Ale chyba nie tym chciałeś rozmawiać? – uśmiech z jej twarzy zniknął i pozostało tylko pytające spojrzenie
-       Chcielibyśmy pojechać jutro z wami wąskotorówką. Jeżeli się zgodzicie to będziemy musieli wstać wcześnie rano , żeby zdążyć na siódmą na dworzec. – wyłuszczyłem w końcu przedmiot wizyty.
-       Dobrze. Umawiamy się więc przed blokiem , powiedzmy o wpół do siódmej. – znowu się uśmiechnęła i zamknęła drzwi
Mogłem odetchnąć , misja spełniona. Czułem się jak prawdziwy twardziel a świat należał do mnie. Tego dnia już nic nie było w stanie mi zepsuć.
Wróć do spisu treści