Dzień pogodny za moimi plecami przemyka się cieniutką smugą przez szczelinę w uchylonym oknie. Jak pędzlem maluje złociste smugi na szafie i resztką światła jak ostatnim machnięciem szalonego artysty kreśli nieregularny wzór na ścianie. Pogwar świata tętniącego pełnią przedpołudniowego życia , tłem jest dla moich myśli. Jak podkład cichej muzyki budzi do życia , te wszystkie chwile w których czas , szczególnie ten wakacyjny pozwalał zatopić codzienność w szumie życia. Podnoszę leniwie rękę sięgając do światła , czuję jego ciepło , a cień rzucany przez dłoń zakłóca idealną harmonię świetlnych mazai na ścianie.
W takiej chwili wszystko zdawało by się sprzyja uspokojeniu , ale to tylko pozory. Jak więdnące po czasie kwiaty jak żółknące z jesienią liście , tak spokój ten jest tylko pobladłym wspomnieniem tego uczucia , które wypełnia nieopisaną , przemiłą nicością , niechciejstwem i nic nie robieniem. Jednak nawet ta odrobina , ten okruch , ten ślad zapominanego smaku ma moc cudu. Obmywa przez chwilę zmęczenie , słodzi na przełamanie gorycz . Szkoda że to tylko chwila ulotna , mijająca tak szybko jak tyknięcie zegara .Szkoda że nie potrafi napełnić naczynia spragnionego serca a jedynie podrażni , rozbudzi apetyt i znika.
Tak rozbudzony płonną nadzieją szukam w albumie Twojego zdjęcia z którego spojrzysz na mnie ciepło i patrząc na Ciebie poczuję jak byśmy przez chwilę razem sięgali do tego światła i Twoja jak i moja dłoń w promieniu słońca poczują jego ciepło a blask przytartego złota na palcach jak odległa gwiazda zabłyśnie na chwilę by zgasnąć gdzieś w oddali.
