Przejdź do treści

Wpis 0719 - Miturinka

Zawsze pamiętaj że Cię Kocham
Pomiń menu
21-24.IX.2012 (Srebrne Gody post scriptum)

        Na niedzielę zostało nam tylko do zrealizowania jedno, specjalne zadanie zlecone przez mojego tatę. Sprawa dotyczyła mojej mamy. Mama jako półsierota doświadczyła trudnego dzieciństwa i młodości. Jedynym jasnym punktem w jej wspomnieniach było liceum ekonomiczne w Sopocie i lata spędzone u rodziny w Gdańsku. Tato podał mi adres Brulińskich, mieszkających według niego przy ulicy Szerokiej 22. Jako że ulica szeroka była o krok od naszego hotelu, zaraz po śniadaniu poszliśmy pod wskazany adres. Dom z tym adresem znajdował się na rogu Szerokiej i Złotników, niestety wejście do niego było usytuowane od strony oficyny. Nie zobligowani przez zleceniodawcę nie szukaliśmy wejścia do oficyny (jak się okazało było od strony ulicy Koziej), zrobiłem tylko kilka zdjęć na pamiątkę i jako potwierdzenie że misja została wykonana. Robiąc ujęcie frontu kamienicy zauważyłem w oknie na pierwszym piętrze siwą głowę jakiejś bardzo sędziwej pani. Zrobiłem jej kilka zbliżeń tak z czystej ciekawości.
-Widzisz ciotka Brulińska specjalnie dla nas zapozowała – zażartowałem do Dorotki.
-No co ty, pewnie już dawno nie żyje – zdziwiła się Dorotka
-Nie wiem nawet ile mogła by mieć teraz lat , ale sądzę że była to różnica pokolenia, czyli około dziewięćdziesięciu – odpowiedziałem
-No to jeszcze mogła by żyć – odpowiedziała Dorotka i wnikliwie spojrzała na siwą głowę w oknie.
      Zaciekawieni tym nieoczekiwanym zwrotem akcji jeszcze przez chwilę wahaliśmy się czy ni poszukać jednak tego wejścia do kamienicy i sprawdzić czy może starym zwyczajem nie ma tam jeszcze spisu lokatorów. Jednak suma summarum odpuściliśmy sobie weryfikowanie tożsamości tajemniczej białej głowy, głównie dla tego że z opowieści rodziców wynikało, że mama została oddana im pod opiekę i chodziła do szkoły w zamian za spadek po tragicznie zmarłym ojcu. Również okoliczności w jakich rozstała się z wujostwem Brulińskich były też nie do końca jasne, o ile mi wiadomo po zdaniu matury mama wygadała się z jakimiś nieeleganckimi tajemnicami wuja przed ciotką i została uznana za personę non grata. Ciotka która zapewne wiedziała o romansach wuja i które tolerowała do puki były tajemnicą nie mogła mamie darować ujawnienia ich. Mama mówiła że ciotka nie mogła mieć dzieci, co bardzo mocno jej ciążyło.
      Pozostałą część niedzieli spędziliśmy spacerując po starym mieście i utartym zwyczajem wylegując się w hotelu.
W poniedziałek nasz czas srebrnych godów dobiegł końca. Spakowani pożegnawszy hotel wracaliśmy do domu jeszcze raz podziwiając Kaszuby. Jeszcze chodziło mi po głowie, zdobycie Wieżycy. Nie chciałem jednak wyprowadzać już Dorotki z błogostanu. Moja kochana towarzyszka życia siedziała na fotelu pasażera z odchylonym do tyłu oparciem i nogami ułożonymi na kokpicie. Miała zamknięte oczy i lewą ręką gładziła mnie po szyi. Mógł bym tak jechać do końca życia…
 
P.S.
Po powrocie do domu jeszcze raz dokładnie porównałem zdjęcia ciotki Brulińskiej ze zdjęciem pani wyglądającej przez okno z kamienicy przy Szerokiej 22. Nie wykluczam że była to ona, ale osądźcie to sami.  
Wróć do spisu treści