Rok 1985 był dla mnie tym czym dla naszego kraju był rok 1980 . Dotychczasowe życie nieodwracalnie uległo zmianie . Wydarzyły się rzeczy niezwykłe i nieoczekiwane. Padły słowa i złożone zostały obietnice na całe życie ( w odróżnieniu od porozumień sierpniowych , uczciwe i dotrzymane). W roku 1985 los złączył mnie na zawsze z moją Dorotką , to był rok pierwszych naszych spotkań , pocałunków i rozmów o przyszłości . To też był rok kiedy upomniało się o mnie wojsko i wystawiło na próbę nieokrzepłą jeszcze miłość. Jeśli w życiu wiecznym byłby czas i toczyło by się życie na wzór doczesnego , to chciałbym aby ten rok był takim rokiem "Świstaka".
Z pozoru nic nie zapowiadało aby miał przynieść coś dobrego. Skończyć miałem szkołę , podjąć pracę i niechybnie zostać powołanym do wojska , co nie napawało mnie radością. Już w pierwszych dniach stycznia nieoczekiwanie dekretem biskupa Gałeckiego odszedł do Witnicy "spirytus movens" naszej scholi ks. Tadeusz , kończąc tym samym cichy i nieoficjalny spór z proboszczem. Wzbudziło to w nas niepokój , jako że proboszcz nie specjalnie wspierał naszą działalność w tak przyjacielskiej formie. Mi i Januaremu przypadł w udziale smutny obowiązek pomóc ks. Tadeuszowi w przeprowadzce. Dokładnie nie pamiętam jak się to odbyło , wiem że w pakowaniu Tadeusza w jego wynajmowanym piętrze w domku na rogu ulicy Tenisowej i Rodziewiczówny brała udział cała żeńska część scholi a w dalszą drogę pojechaliśmy z Tadeuszem tylko ja i January . Podróż nie trwała długo jako że do Witnicy mieliśmy raptem 150 kilometrów . Plebania do której miał się wprowadzić Tadeusz była położona na skraju miejscowości i zlokalizowana była w nowym budynku . Poprzedni proboszcz został odwołany z zajmowanego stanowiska z uwagi na chorobę alkoholową . Plebania przez niego pozostawiona powoli przyjmowała cechy meliny . Poza kuchnią i salonem uboga była w meble . W sypialni poprzedniego proboszcza znajdowało się tylko łóżko na wysokich sprężynach z pokaźnymi plamami (najprawdopodobniej wszystkich możliwych płynów ustrojowych ) ze skrzynią pełną pustych butelek wszelkiej maści oraz szafą pamiętającą lata sześćdziesiąte z naderwanymi drzwiami również pełną butelek. Początkowo różnorodność pustych naczyń po alkoholach budziła w nas wesołość , ale odkrywając coraz to nowe miejsca w których poprzedni lokator upychał to co sam opróżnił a przede wszystkim ilość idąca już w setki zaczęły budzić nasze przerażenie . Nieprawdopodobnym wydawało się aby ten człowiek na przestrzeni ostatniego roku był choć przez pół dnia trzeźwy. Tadeusz z markotną miną tylko kręcił głową i pufając cicho pod nosem swoim zwyczajem zastanawiał się jak człowiek w takim stanie sprawował posługę kapłańską i prowadził sprawy administracyjne parafii. Dobre kilka godzin zajęło nam pozbieranie kilku worków butelek leżących we wszystkich szafkach , zakamarkach i rzuconych niedbale w piwnicy , kotłowni i pod schodami. Wynieśliśmy tapczan i szafę z "sypialni" byłego proboszcza , wypakowaliśmy rzeczy Tadeusza z jego samochodu i rozpakowaliśmy Żuka , którym dostarczono większe gabaryty. Koniec końców usiedliśmy późnym popołudniem w salonie zastawionym dużym stołem i krzesłami pamiętającymi dni świetności tego domostwa.
-Phy - pufnął Tadeusz
- Tylko chłopaki nie opowiadajcie za bardzo co tu zastaliśmy , bo to wstyd - powiedział
-Nie wiem jak bym miał to ująć w słowa by nie nadszarpnąć majestatu kościoła i pozostać w zgodzie z prawdą - w swoim wyszukanym stylu odpowiedział January.
-Różne widziałem rodzaje pijaństwa , ale ten facet bije na głowę wszystkich pijaków jakich znałem - dodałem
-Phy- pufnął Tadeusz ponownie
-To chłopaki to nic ale nie wiem jak mam się zabrać za sprawy urzędowe , nic nie mogę znaleźć - martwił się Tadeusz
-Szanowny księże Tadeuszu nie masz ty przyjaciela w biskupie naszym kochanym - perorował majestatycznie January
- To się Kopyto zemścił , bo to przecież koledzy z Gałeckim - dodałem.
-Nie ma na to rady i nie trzeba się doszukiwać winnego - nie pufając odpowiedział Tadeusz
-Napijmy się jeszcze herbaty i w drogę , muszę was przed nocą odstawić do domu - dodał.
Postawił przed nami szklanki z herbatą i kanapki. Zabraliśmy się niezwłocznie do jedzenia. Tadeusz posiliwszy się nabrał nowej energii i z rozpogodzoną twarzą jakby zapominając o sytuacji w jakiej się znalazł , pufając co chwila zaczął roztaczać przed nami swoje plany.
-Za dwa tygodnie zaczynają się ferie , przyjedźcie do mnie ze scholą - rzucił zaproszenie.
Nie czekając na odpowiedź jakby to była oczywistość że przyjedziemy , ciągnął dalej.
-Trochę tu do tego czasu ogarnę i jak przyjedziecie to pomożecie mi swoim śpiewaniem , żeby zachęcić młodzież do założenia scholi.
-Nawet nie wiem ilu tu jest ministrantów , jutro ma przyjść kościelny to mi wszystko powie. - mówił już jakby do siebie
-Wszyscy mamy przyjechać? - zapytałem chcąc się upewnić
-Phy - pufnął
-Wszyscy , jakby co to zadzwonię do rodziców i poproszę o zgodę - uśmiech rozlewał mu się na obszernej twarzy a oczy zaszły mgłą i kilka kropli popłynęło mu po policzkach.
Udaliśmy że nie zauważyliśmy tego . Tadeusz był człowiekiem bardzo uczuciowym i zrozumieliśmy , że nie jest mu łatwo rozstać się z naszą scholą. Widząc jak bardzo jest mu to potrzebne daliśmy słowo że zrobimy wszystko aby wszyscy przyjechali .
-Phy -pufnął
- Na cały tydzień przyjedźcie , jakoś sobie poradzimy z jedzeniem i spaniem. Miejsca tu dużo , tylko weźcie śpiwory i koce- powiedział.
Tak to akceptując jego plan skończyliśmy kolację i pojechaliśmy z powrotem do Gryfic , aby niebawem pojawić się w Witnicy w poszerzonym składzie.
