Po kilku dniach nieustającej wspinaczki pod górę naszej wakacyjnej przygody , szczęście zaczęło nam sprzyjać. Kolejny dzień przywitał nas piękną pogodą. Po zjedzeniu naszego wystawnego śniadania (bułka i mleko) pełni zapału pojechaliśmy w odwiedziny do Babich Dołów. Tak naprawdę nie wiem co nami kierowało żeby tam zawitać. Po pierwsze byli tam już nowi obozowicze których nie znaliśmy , po drugie trudno było oczekiwać od komendanta obozu żeby nas pamiętaj przy takiej ilości twarzy jakie się tam przewijały. Może to ja wpłynąłem na Mirka co do tych odwiedzin , chcąc jeszcze raz zobaczyć miejsca tak bardzo kojarzące mi się z Beatą.
Koniec końców dotarliśmy do obozu i rozgościliśmy się na kinowych krzesełkach w cieniu ogromnej topoli. Poczuliśmy się znowu beztrosko jak kilkanaście dni temu , jakbyśmy nigdy stąd nie wyjeżdżali. Ku naszemu zaskoczeniu komendant obozu , który nas zobaczył ze swojego domu na kółkach pofatygował się nas przywitać.
-Co panów do nas sprowadza? - zapytał patrząc przenikliwie na nas swoim wirującym okiem
-Dzień dobry panie komendancie - odpowiedzieliśmy
-Jesteśmy przejazdem w trójmieście i postanowiliśmy odwiedzić nasz ukochany obóz - dodał Mirek.
-Rozumiem i cieszy mnie to - odpowiedział komendant z uśmiechem podając nam rękę na przywitanie.
-Jak długo panowie zabawią z gościną? - zapytał
-Kilka dni , a następnie jedziemy do Bydgoszczy i na Warszawę - ponownie odpowiedział Mirek
-A przypadkiem nie na Wrocław? - zapytał podchwytliwie komendant i łypnął na mnie wirującym okiem mrużąc je przenikliwie.
-Istotnie później jedziemy do Wrocławia - wywołany jego spojrzeniem odpowiedziałem.
-No to miłego urlopu panom życzę - powiedział nam na pożegnanie komendant.
Starym zwyczajem odwiedziliśmy jeszcze naszą palarnię. Już mieliśmy wybierać się w drogę powrotną , gdy zatrzymał nas spory tłum obozowiczów wracających ze śniadania. Zatrzymaliśmy się przy bramie chcąc ich przepuścić , gdy nagle podeszła do nas wysoka dziewczyna z długimi jasnymi włosami. Spojrzała na nas i po chwili zastanowienia powiedziała.
-Co ty tutaj robisz ? Przyjechałeś na obóz?
Mirek jakby olśniony nagłym objawieniem podskoczył do nieznajomej i na przywitanie uściskał ją jakby się znali od dawna.
-Góra z górą ... Nie spodziewał bym się ciebie tutaj spotkać- powiedział pomiędzy uściskami i dodał
-Maniek , poznaj Jolę , mieszkała kiedyś w Gryficach
-Jola to jest Mariusz , pewnie już widzieliście się kiedyś - zakończył prezentację.
Niestety musiałem się przyznać , że być może widzieliśmy się kiedyś , ale nie utrwaliło się to w mojej pamięci.
Jola okazała się osobą miłą i z natury spokojną. Po dłuższej chwili spędzonej na wspominkach , których byłem biernym obserwatorem i po uzyskaniu od nas informacji gdzie jesteśmy i jak długo zostaniemy poprosiła żebyśmy zaczekali a sama udała się w stronę barakowozu komendanta. Po chwili wróciła i uśmiechając się do nas powiedziała
-Komendant pozwolił wam ustawić namiot na łące za naszymi namiotami i te kilka dni możecie biwakować u nas.
-Jak ci się udało to załatwić tak szybko? - spytał Mirek kręcąc z podziwem głową
-To dzięki tacie , komendant dobrze go zna - enigmatycznie wyjaśniła Jola.
Dzięki jej życzliwości mogliśmy się przekwaterować z drogiego jak na nasze fundusze pola namiotowego PTTK na darmową łąkę w dobrze znanym nam miejscu.
Pobyt nasz w Babich Dołach niestety trwał krótko , uprzejmość pana komendanta skończyła się po trzech dniach , kiedy to wymówił nam gościnę z błahego powodu. Przyczyną okazało się to że Jola w tajemniczy sposób zdobywała nam porcje obiadowe , które nieopatrznie jedliśmy na trawie na przeciwko stołówki.
Z tych kilku dni w pamięci pozostała mi rozmowa z Jolą. Kiedy dowiedziałem się że jest dziewczyną Czarka , kolegi z LO mojego brata i jednocześnie sąsiada Mirka , jakby nasze relacje stały się bardziej przyjacielskie. Miałem wrażenie , że było w niej coś bardzo dojrzałego kiedy mówiła o Czarku , o tym jakim w jej oczach jest mężczyzną i że zwiąże z nim swoje życie. Było w tej relacji coś co nie dawało mi spokoju , z jednej strony wymarzony mężczyzna a z drugiej strony taki dojrzałe i stonowane wyrażanie swoich uczuć. Dzisiaj sądzę że bardziej był to rozsądek niż miłość, chociaż jedno drugiego nie wyklucza. Jak mantrę często w swoim życiu powtarzałem jej słowa powiedziane na pożegnanie "Życzę ci żebyś stał się takim 100% mężczyzną jak Czarek" . O jaką męskość chodziło , fizyczną czy raczej o opiekuńczość , wsparcie i ochronę jakiej oczekiwała od mężczyzny. Ja czerpałem z jej słów motywację do tej drugiej strony męskości.
